lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 312

na koń siadać Kiemliczom, ich czeladzi, swoim i ruszać.
Lecz nim doszedł do drzwi, uczuł nagle, jakoby go coś pchnęło w piersi i odtrąciło od
proga. Stanął na środku izby i patrzył przed siebie zdumiony.
- Jakże to? Zali tym win nie zmażę?
I wnet począł rozprawę z własnym sumieniem.
?A gdzie pokuta za winy? - pytało sumienie. - Tu trzeba czego innego !"
?Czego?" -pytał Kmicic.
?Czymże możesz zgładzić winy, jeśli nie służbą jakowąś ciężką i niezmierną, a uczciwą i
czystą jako łza?... Zali to służba zebrać kupę hultajów i buszować z nimi jako wicher po
polu i puszczy? Zali nie dlatego jej pragniesz, że ci pachnie zabijatyka jako psu
pieczeń? Taże to zabawa - nie służba, kulig-nie wojna, rozbój - nie ojczyzny obrona ! A
czyniłżeś tak przeciw Chowańskiemu i cóżeś wyjeździł? Łotrzykowie, co po lasach grasują,
gotowi także napadać na komendy szwedzkie, a ty skąd weźmiesz innych ludzi? Szwedów
naszarpiesz, ale i obywateli naszarpiesz, pomstę na nich ściągniesz i co wskórasz? Sianem
się, kpie, chcesz wywinąć od pracy i pokuty!"
Tak to mówiło w panu Kmicicu sumienie, a pan Kmicic widział, że ma słuszność, i złość go
brała, i żal jakiś do własnego sumienia, że taką gorzką mówiło prawdę.
- Co ja pocznę? -rzekł wreszcie - kto mi poradzi, kto mnie wyratuje?
Tu kolana poczęły się giąć jakoś pod panem Andrzejem, aż wreszcie ukląkł przy tapczanie i
począł się modlić głośno, i prosić z całej duszy i serca:
- Jezu Chryste, Panie miły - mówił - jakoś się na krzyżu nad łotrem ulitował, tak zlituj
się i nade mną. Oto pragnę obmyć się z grzechów moich, nowy żywot rozpocząć i ojczyźnie
poczciwie służyć, ale nie wiem jak, bom głupi. Służyłem tamtym zdrajcom, Panie, też nie
tyle ze złości, ale jako właśnie z głupoty; oświeć mnie, natchnij, pociesz w desperacji
mojej i ratuj w miłosierdziu swoim, bo zginę...
Tu głos zadrgał panu Andrzejowi, począł się bić w pierś szeroką, aż grzmiało w izbie, i
powtarzać:
- Bądź miłościw mnie grzesznemu! Bądź miłościw mnie grzesznemu! Bądź miłościw mnie
grzesznemu!
Po czym złożywszy ręce i wyciągnąwszy je do góry, tak dalej mówił:
- A Ty, Panienko Najświętsza, przez heretyków w tej ojczyźnie insultowana, wstaw się za
mną do Syna swego, zstąp ku ratunkowi memu, nie opuszczaj mnie w utrapieniu i biedzie
mojej, abym Tobie mógł służyć, insulta Twoje pomścić i w godzinę skonania mieć Cię za
patronkę przy nieszczęsnej duszy mojej!
A gdy tak błagał pan Kmicic, łzy poczęły mu padać jak groch z oczu, na koniec spuścił
głowę na tapczan i trwał w milczeniu, jakby czekając na skutek swej żarliwej modlitwy.
Nastała cisza w izbie i tylko mocny szum pobliskich sosen dochodził z zewnątrz. Wtem
zaskrzypiały wióry pod ciężkimi krokami za oknem i dwa głosy poczęły rozmawiać:
- A co myślicie, panie wachmistrzu, gdzie stąd pojedziem?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional