lektory on-line

Krzyżacy - Strona 312

Nastała chwila milczenia, tylko Maćko i Jagienka spoglądali na się z niepokojem, mieli
bowiem przed sobą jawny dowód tego braku miłosierdzia i braku miary w karaniu, jakimi
odznaczali się rycerze zakonni.
- Srogie rządy! - rzekł wreszcie Maćko - i ciężko go pokarali, a Bóg wie, czy słusznie.
Nie dopytamy się o to. Źeby choć wiedzieć, gdzie go odwieźć, bo to musi być człek z tych
okolic. Po naszemu rozumie, gdyż tu prosty naród taki jest jako i na Mazowszu.
- Rozumiecie przecie, co mówimy? - spytała Jagienka. Dziad potwierdził głową.
- A tutejsiście?
- Nie - odpowiedział na migi starzec.
- Zaś może z Mazowsza?
-Tak.
- Spod księcia Janusza?
-Tak.
- A cóżeście u Krzyżaków robili?
Starzec nie umiał odpowiedzieć, lecz twarz jego przybrała w jednej chwili wyraz tak
niezmiernego bólu, że litościwe serce Jagienki zadrgało tym większym współczuciem, a
nawet Maćko, chociaż nie byle co wzruszyć go mogło, rzekł:
- Pewnikiem skrzywdzili go, psubraty, może i bez jego winy. Jagienka zaś wetknęła w dłoń
nędzarza kilka drobnych pieniążków.
- Słuchajcie -rzekła. - Nie opuścim was. Pojedziecie z nami
na Mazowsze i w każdej wsi będziemy was pytać, czy nie wasza. Może się jako dogadamy.
Wstańcie jeno teraz, boć my przecie nie święci.
Lecz on nie wstał, owszem pochylił się i objął jej nogi, jakby w opiekę się oddając i
dziękując, przy czym jednak pewne zdziwienie, a nawet jakby zawód mignęły mu na obliczu.
Być może, iż miarkując z głosu, sądził, iż stoi przed dziewczyną, tymczasem dłoń jego
trafiła na jałowicze skórznie, jakie w podróży nosili rycerze i giermkowie.
Ona zaś rzekła:
- Tak i będzie. Przyjdą wnet nasze wozy, to sobie odpoczniecie i pożywicie się. Ale na
Mazowsze nie od razu pojedziecie, bo przedtem trzeba nam do Szczytna.
Na to słowo starzec zerwał się na równe nogi. Zgroza i zdumienie odbiły mu się na twarzy.
Roztworzył ramiona, jakby chcąc zagrodzić drogę, a z ust poczęły mu się wydobywać dzikie
i jak gdyby pełne przerażenia dźwięki.
- Co wam? - zawołała przelękniona Jagienka. Lecz Czech, który już przedtem był z
Sieciechówną nadjechał i od pewnego czasu wpatrywał się uporczywie w dziada, zwrócił się
nagle do Maćka ze zmienioną twarzą i dziwnym jakimś głosem rzekł:
- Na rany boskie! pozwólcie, panie, bym do niego przemówił, bo ani wiecie, kto on może
być!
Po czym, nie pytając o pozwolenie, poskoczył do dziada, położył mu ręce na barkach i jął
pytać:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional