lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 305

- O Jezu! -odpowiedział stary - taki gość w boru! Oczom nie wierzę! Czym my tu waszą
miłość przyjmiemy? Źeby my się spodziewali, żeby my wiedzieli!
Tu zwrócił się do synów:
- Ruszże się tam który, bałwanie, do lochu, miodu wynieść!
- Daj ociec klucz od kłódki! - rzekł jeden z synów.
Stary począł szukać w pasie, a jednocześnie spoglądał podejrzliwie na syna.
- Klucz od kłódki? Ale! Znają cię, cyganie; więcej sam wypijesz, niż tu przyniesiesz. Co?
sam pójdę; klucza od kłódki mu się chce! Idźcie jeno pnie odwalić, a otworzę i wyniosę ja
sam !
- To, widzę, loszek pod pniami masz ukryty, panie Kiemlicz? - rzekł Kmicic.
- Albo to można co utrzymać z takimi zbójami! - odpowiedział stary wskazując na synów. -
Ojca by zjedli. Jeszczeście tu?! Idźcie pnie odwalić. Tak to słuchacie tego, który was
spłodził?
Młodzi kopnęli się żywo za chatę, ku kupom naciętych pni.
- Po staremu, jak widzę, z synami w niezgodzie? - pytał Kmicic.
- Kto by z nimi był w zgodzie... Bić to umieją, zdobycz brać umieją, ale jak przyjdzie z
ojcem się dzielić, to z gardła im muszę moją część wydzierać...Taka mi pociecha! A chłopy
jak tury! Proszę waszą miłość do chaty, bo tu chłód kąsa. Dla Boga! taki gość, taki gość!
Toż my pod komendą waszej miłości więcej zdobyczy wzięli niż przez ten cały rok...
Chudzizna teraz! bieda! złe czasy i coraz gorsze, a i starość nie radość!... Proszę do
chaty, w niskie progi. Dla Boga! kto by się tu waszej miłości spodziewał!...
Stary Kiemlicz mówił dziwnie prędkim i narzekającym głosem, a mówiąc rzucał szybkie i
niespokojne spojrzenia na wszystkie strony. Był to starzec kościsty i ogromny, z twarzą
wiecznie skrzywioną i tetryczną. Oczy miał kose, również jak i jego dwaj synowie, brwi
krzaczaste i takież wąsy, pod którymi sterczała wysunięta niezmiernie naprzód dolna
warga, która gdy mówił, zachodziła mu aż pod nos, jak u ludzi nie mających zębów.
Zgrzybiałość jego twarzy dziwne czyniła przeciwieństwo z czerstwością jego postaci,
zdradzającej niezwykłą siłę i żwawość. Ruchy miał szybkie, jakby go sprężyna poruszała ;
głowę ciągle obracał starając się objąć oczyma wszystko, co go otaczało, zarówno ludzi i
rzeczy. Dla Kmicica z każdą chwilą stawał się uniżeńszy, w miarę jak odzywała się w nim
służbistość dla dawnego wodza, bojaźń, a może admiracja albo i przywiązanie.
Kmicic znał Kiemliczów dobrze, albowiem ojciec i dwaj synowie służyli pod nim za owych
czasów, gdy na Białej Rusi prowadził na własną rękę wojnę z Chowańskim. Byli to żołnierze
mężni i równie okrutni jak mężni. Syn Kosma nosił czas jakiś chorągiew w Kmicicowej
kupie, ale wkrótce zrzekł się tej zaszczytnej szarży, bo mu przeszkadzała łup brać.
Między kosterami hulajduszami, z jakich składała się Kmicicowa partia, którzy we dnie
przepijali i tracili to, co nocą zdobyli krwawo na nieprzyjacielu, Kiemliczowie
odznaczali się wielką chciwością. Gromadzili skrzętnie łup i kryli się po lasach. Brali
szczególnie łapczywie konie, które sprzedawali później po dworach i miasteczkach. Ojciec
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional