lektory on-line

Krzyżacy - Strona 302

budzić, ale sam równo z otwarciem bram poszedł do miasta, łatwo odnalazł katedrę i dom
biskupi, w którym pierwszą nowiną, którą usłyszał, była wiadomość, że opat zmarł przed
tygodniem.
Zmarł przed tygodniem, ale wedle ówczesnego zwyczaju odprawiano msze przy trumnie i stypy
żałobne od dni sześciu, pogrzeb zaś miał nastąpić dziś dopiero, a po nim wspominki i
stypa ostatnia dla uczczenia pamięci zmarłego.
Maćko od wielkiego frasunku nawet się nie rozglądał po mieście, które zresztą znał nieco
z tych czasów, gdy jeździł z listem księżny Aleksandry do mistrza - tylko wracał co
prędzej do domu tkacza za murami i po drodze mówił sobie:
- Ha, zmarło mu się i wieczny odpoczynek! Nie masz na to rady we świecie, ale co ja teraz
z tymi dziewkami zrobię?
I począł się nad tym zastanawiać, czyby je lepiej u księżny Aleksandry zostawić, czy u
księżny Anny Danuty, czy może do Spychowa wieźć. Bo nieraz przychodziło mu do głowy w
czasie tej drogi, że gdyby się pokazało, iż Danuśka nie żyje, to nie wadziłoby, by
Jagienka była blisko Zbyszka. Nie wątpił, że Zbyszko długo będzie tamtej, nad wszystkie
inne umiłowanej, żałował i długo po niej płakał, ale nie wątpił też, że taka dziewczyna,
tuż pod bokiem, zrobi swoje. Pamiętał, jak chłopaka, chociaż serce rwało mu się hen za
bory i lasy na Mazowsze, ciągoty jednak brały przy Jagience. Z tych powodów i wierząc
przy tym głęboko, że Danuśka przepadła, myślał nieraz, by na wypadek śmierci opata nie
odsyłać nigdzie Jagienki. Ale że był nieco łapczywy na ziemskie dobro, więc chodziło mu i
o majętność po opacie. Opat gniewał się wprawdzie na nich i zapowiadał, że nic im nie
zostawi, ale nuż ogarnęła go skrucha przed śmiercią? Źe zapisał coś Jagience, to było
pewne, bo nieraz odzywał się z tym w Zgorzelicach, więc przez Jagienkę mogłoby to i tak
nie minąć Zbyszka. Chwilami brała też Maćka ochota zostać w Płocku, dowiedzieć się jak i
co, i zająć się tą sprawą, ale wnet pokonywał w sobie takie myśli. "Ja tu będę - myślał -
o majętność zabiegał, a mój chłopaczysko może tam do mnie z jakowego krzyżackiego
podziemia ręce wyciąga i ratunku ode mnie czeka". Była wprawdzie jedna rada: zostawić
Jagienkę pod opieką księżny i biskupa z prośbą, by jej nie dali skrzywdzić, jeśli jej
opat co zostawił. Ale rada ta nie całkiem podobała się Maćkowi. "Dziewczyna ma i tak -
mówił sobie - wiano zacne, jeśli zaś i po opacie odziedziczy, weźmie ją który Mazur, jak
Bóg na niebie, a ona też długo nie wytrzyma, bo to jeszcze i nieboszczyk Zych powiadał,
że już wtedy jako po węglach chodziła". I zląkł się tej myśli stary rycerz, gdyż
pomyślał, że w takim razie i Danusia, i Jagienka mogłyby Zbyszka ominąć, tego zaś nie
chciał za nic na świecie.
- Którą mu Bóg przeznaczył, tę niech ma, ale jedną musi mieć. Postanowił też w końcu
przede wszystkim ratować Zbyszka, a Jagienkę, jeśli trzeba będzie się z nią rozstać,
zostawić albo w Spychowie, albo u księżny Danuty, nie zaś tu w Płocku, gdzie dwór był
nierównie świetniejszy i pięknych rycerzy na nim niemało.
Obarczon tymi myślami, szedł wartkim krokiem ku domowi tkacza, aby Jagience opatową
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional