lektory on-line

Chłopi - Władysław Reymont - Strona 301

— A siedzi tam i właśnie czeka na waju! — mruknęła.
Starszy dojrzał na stole jakieś książeczki przyciśnięte Pasyjką, skoczył do nich kiej ryś i jął je pilnie przeglądać.
— Skąd je macie?
— Musi być, co Rocho je położył, to se i leżą.
— Borynowa niegramotna! — tłumaczył wójt.
— Kto z was umie czytać?
— A żadne, tak nas uczyli we szkole, że tera nikto nie rozbierze nawet na książce do nabożeństwa! — odpowiedział Antek.
Starszy oddał książeczki drugiemu i ruszył na drugą stronę domu.
— Cóż to, chora? — podszedł nieco do Józki.
— A juści, już od paru niedziel leży na ospę.
Urzędnik śpiesznie cofnął się do sieni.
— To w tej izbie mieszkał? — wypytywał wójta.
— I w tej, i kaj mu popadło, zwyczajnie jak dziad.
Przejrzeli wszystkie kąty, szukając nawet za obrazami, Józka chodziła za nimi rozpalonymi oczami, a tak rozdygotana ze strachu, że gdy któryś zbliżył się do niej, zaskrzeczała nieprzytomnie:
— Schowałam go pewnie pod siebie, co? Szukajcie!…
A kiedy skończyli, Antek przystąpił do starszego i kłaniając mu się w pas zapytał pokornym głosem:
— Dopraszam się, czy to Rocho zrobił jakie złodziejstwo?…
Urzędnik zajrzał mu jakoś z bliska w twarz i rzeki z naciskiem:
— A wyda się, że go ukrywasz, to już razem powędrujecie, słyszysz!…
— Dyć słyszę, jeno nie poredzę wymiarkować, o co sprawa! — podrapał się frasobliwie, urzędnik spojrzał ostro i poniósł się na wieś.
Chodzili jeszcze po różnych chałupach, zaglądali tu i owdzie, przepytując, kogo się jeno dało, że już słońce zaszło i drogi zapchały się stadami pędzonymi z pastwisk, gdy odjechali nic nie wskórawszy.
Wieś odetchnęła i naraz przemówili wszyscy, każden bowiem rozpowiadał, jak to szukali u Kłębów, jak u Grzeli, jak u Mateusza, i każden widział najlepiej, i najmniej się bojał, i najbarzej im dopiekał.
Jaż Antek, kiedy już ostali sami, rzekł cicho do Hanki:
— Sprawa widzę taka, co już nie sposób trzymać go w chałupie.
— Jakże, wypędzisz go! taki święty człowiek, taki dobrodziej!
— A żeby to wciórności! — zaklął, nie wiedząc już, co począć, szczęściem, iż pokrótce przyleciał Grzela z Mateuszem i żeby cosik pewnego uradzić, zamknęli się w stodole, gdyż do chałupy cięgiem ktoś wpadał na wywiady.
Mrok już do cna przysłonił świat, Hanka podoiła krowy i Pietrek przyjechał z boru, kiej dopiero wyszli; Antek wziął zaraz rychtować brykę, zaś Grzela z Mateuszem, la zamydlenia oczów, poszli szukać Rocha po chałupach.
Dziwowali się temu, boć każden byłby przysiągł, jako siedzi schowany kajś u Boryny.
— Zaraz po obiedzie gdziesik się zapodział i ani słychu! — rozgłaszali przyjaciele.
— Ma szczęście, już by se ano w dybkach wędrował!
I w mig się rozniesło, jak chcieli, że Rocha już od południa nie ma we wsi.
— Przewąchał i zwiał, kaj pieprz rośnie! — pogadywali radzi.
— Niech jeno nie powraca więcej, nic ta po nim! — rzekł stary Płoszka.
— Przeszkadza wama? A może was ukrzywdził, co? — zawarczał Mateusz.
— A mało to narobił mątu? Mało to was nabuntował? Jeszczek przez niego cała wieś ucierpi…
— To go złapcie i wydajcie!
— Żebyśta mieli rozum, to by go już dawno mieli…
Sklął go Mateusz i chciał pobić, ledwie ich rozdzielili, więc jeno mu nawytrząchał pięścią, nasobaczył i odszedł, a że już było do cna pociemniało na świecie, to i naród porozchodził się po chałupach.
Na to właśnie czekał Antek, bo skoro jeno drogi opustoszały i ludzie zasiedli przed wieczerzami, a po wsi rozwiały się zapachy smażonej słoniny, skrzyboty łyżek i ciche pogwary przy miskach, przyprowadził Rocha na Józiną stronę, nie pozwalając rozniecać ognia.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional