lektory on-line

Krzyżacy - Strona 290

kilku dni ją odzyszcze. To samo powtórzył i Zbyszkowi, który od wczorajszej nocy szalał
ze zdumienia i trwogi. Stary rycerz nie chciał jednak odpowiadać na żadne jego pytania,
oświadczył mu natomiast, by czekał cierpliwie i tymczasem nic nie przedsiębrał dla
uwolnienia Danusi, gdyż to jest rzecz zbyteczna. Pod wieczór zamknął się znów z księdzem
Kalebem, któremu naprzód rozkazał spisać swą ostatnią wolę, potem zaś spowiadał się, a po
przyjęciu komunii wezwał przed siebie Zbyszka i starego, wiecznie milczącego Tolimę,
który bywał mu towarzyszem we wszystkich wyprawach i walkach, a w czasie spokoju
gospodarzył w Spychowie.
- Oto jest - rzekł, zwracając się do starego wojownika i podnosząc głos, jakby mówił do
człowieka, który nie dosłyszy -mąż mojej córki, którą na książęcym dworze zaślubił, na co
i moją zgodę uzyskał. Ten ci ma tu przeto być po mojej śmierci panem i zaś dziedzicem
gródka, ziem, borów, ługów, ludzi i wszelakiego statku, który się w Spychowie znajduje...
Usłyszawszy to, Tolima zdumiał się bardzo i począł zwracać swą kwadratową głowę w stronę
Zbyszka, to w stronę Juranda; nie rzekł jednak nic, gdyż prawie nigdy nic nie mówił,
tylko pochylił się przed Zbyszkiem i objął z lekka dłońmi jego kolana.
A Jurand mówił dalej:
- Którą to wolę moją spisał ksiądz Kaleb, a pod pismem pieczęć się moja na wosku
znajduje; ty zaś masz świadczyć, żeś to ode mnie słyszał i żem rozkazał, aby tu dla tego
młodego rycerza taki sam posłuch był jako i dla mnie. Zaś co jest w skarbcu łupów i
pieniędzy, to mu pokażesz - i będziesz mu wiernie w pokoju i na wojnie do śmierci służył.
Słyszałeś?
Tolima podniósł ręce do uszu i skinął głową, po czym na dany znak przez Juranda skłonił
się i odszedł, rycerz zaś zwrócił się do Zbyszka i rzekł z naciskiem:
- Tym, co jest w skarbcu, można choćby największą chciwość pokusić - i niejednego, ale
stu brańców wykupić. Pamiętaj
Lecz Zbyszko spytał:
- A czemu to już zdajecie mi Spychów?
- Więcej ci ja niż Spychów zdaję, bo dziecko.
- I śmierci godzina niewiadoma - rzekł ksiądz Kaleb.
- Jużci niewiadoma - powtórzył jakby ze smutkiem Jurand. -Toćż niedawno śniegi mnie
przysypały, a chociaż Bóg mnie zratował, nie ma już we mnie dawnej siły...
- Na miły Bóg! - zawołał Zbyszko - coś się w was odmieniło od wczoraj i o śmierci niż o
Danusi radziej mówicie. Na miły Bóg!
- Wróci Danuśka, wróci - odpowiedział Jurand - nad nią jest opieka boska. Ale jak
wróci... słuchaj... Bierz ty ją do Bogdańca, a Spychów na Tolimę zdaj... To człek wiemy,
a tu ciężkie sąsiedztwo... Tam ci jej na powróz nie wezmą... Tam przezpieczniej...
- Hej! - zakrzyknął Zbyszko - a wy już jakby z tamtego świata gadacie. Cóż to jest?
- Bom już przez pół był na tamtym świecie, a teraz tak mi się widzi, że jakowaś chorość
mnie ima. I chodzi mi o dziecko... toć ja ją jedną mam. A i ty, choć wiem, że ją
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional