lektory on-line

Krzyżacy - Strona 288

- Po cóż was przysłano?
- Powiedzieli nam bracia, iż macie, nie mówiąc nic nikomu, stawić się w Szczytnie z panem
de Bergow i z jeńcami.
Na to ramiona Juranda poczęły się cofać w tył, a palce rozszerzać się na kształt szponów
drapieżnego ptaka; na koniec, stanąwszy przed niewiastą, pochylił się tak, jakby chciał
jej mówić do ucha, i rzekł:
- Azali nie powiedziano wam, że każę was i Bergowa kołem połamać w Spychowie?
- Wasza córka jest w mocy braci, a pod opieką Szomberga i Markwarta - odrzekła z
naciskiem siostra.
- Zbójców, trucicieli, katów! - wybuchnął Jurand.
- Którzy potrafią nas pomścić, a którzy rzekli nam na odjezd-nym tak: "Jeśliby nie miał
spełnić wszystkich naszych rozkazów, lepiej by było, by ta dziewka umarła, jako i
Witoldowe dzieci pomarły". Wybierajcie!
- I zrozumiejcie, żeście w mocy komturów - ozwał się pątnik. - Nie chcą oni uczynić wam
krzywdy, i starosta ze Szczytna przysyła wam przez nas słowo, że wolni wyjedziecie z jego
zamku - ale chcą, byście za te, któreście im wyrządzili, przyszli pokłonić się przed
krzyżackim płaszczem i błagać o łaskę zwycięzców. Chcą wam przebaczyć, ale wpierw chcą
zgiąć wasz hardy kark. Głosiliście ich za zdrajców i krzywoprzysięzców - więc chcą,
byście się zdali na ich wiarę. Wrócą wolność i wam, i córce - ale musicie o nią błagać.
Deptaliście ich - musicie przysiąc, iż ręka wasza nigdy się na biały płaszcz nie wzniesie.
- Tak chcą komturowie - dodała niewiasta - a z nimi Markwart i Szomberg.
Nastała chwila śmiertelnej ciszy. Zdawało się tylko, że gdzieś między belkami pułapu
jakieś przytłumione echo powtarza jakby z przerażeniem: "Markwart... Szomberg". Zza okien
dochodziły też nawoływania Jurandowych łuczników czuwających na wałach przy ostrokole
gródka.
Pątnik i służka zakonna przez długi czas spoglądali to na siebie, to na Juranda, który
siedział oparty o ścianę, nieruchomy i z twarzą pogrążoną w cieniu padającym na nią od
pęku skór, zawieszonego przy oknie. W głowie pozostała mu jedna tylko myśl, że jeśli nie
uczyni tego, czego Krzyżacy chcą - uduszą mu dziecko; jeśli zaś uczyni, to i tak może nie
uratować ani Danusi, ani siebie. I nie widział żadnej rady, żadnego wyjścia. Czuł nad
sobą niemiłosierną przemoc, która go zgniotła. W duszy widział już żelazne ręce Krzyżaka
na szyi Danusi - znając ich bowiem, nie wątpił ani chwili, że ją zamordują, zakopią w
wale zamkowym, a potem się wyprą, wyprzysięgną - i wówczas któż zdoła im dowieść, że to
oni ją porwali? Miał wprawdzie Jurand w ręku wysłańców, mógł ich zawieźć księciu, mękami
wydobyć z nich zeznania - ale Krzyżacy mieli Danusię - i mogli także nie pożałować dla
niej mąk. I przez chwilę zdawało mu się, że dziecko wyciąga do niego ręce z dalekości,
prosząc o ratunek. Gdyby choć wiedział na pewno, że ona jest w Szczytnie, mógłby ruszyć
tej samej nocy ku granicy, napaść na nie spodziewających się napadu Niemców, wziąć zamek,
wyciąć załogę i uwolnić dziecko - ale jej mogło nie być i pewnie nie było w Szczytnie.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional