lektory on-line

Krzyżacy - Strona 285

- Ale my je mamy, szlachetny panie - odrzekła niewiasta -i jeśli każecie im zostać, to o
nic innego prosić was nie będziemy, tylko abyście nam pozwolili jutro odjechać.
Na twarzy nieprzywykłego do oporu Juranda odbił się gniew. Przez chwilę płowe jego wąsy
poczęły się poruszać złowrogo, lecz pomyślał, że idzie o Danusię, i pohamował się.
Zbyszko zresztą, któremu chodziło przede wszystkim o to, by rozmowa odbyła się jak
najprędzej, i który był pewien, że Jurand mu ją powtórzy, rzekł:
- Skoro tak ma być, ostańcie sami.
I wyszedł wraz z księdzem Kalebem, zaledwie jednak znalazł się w głównej izbie
obwieszonej tarczami i bronią zdobytą przez Juranda, gdy Głowacz zbliżył się ku niemu.
- Panie - rzekł - to ta sama niewiasta.
- Jaka niewiasta?
- Od Krzyżaków, która przywoziła balsam hercyński. Poznałem ją od razu i Sanderus poznał
ją także. Przyjeżdżała widać na przeszpiegi, a teraz wie ona pewnie, gdzie jest panienka.
- I my będziem wiedzieć - rzekł Zbyszko. - Zali znacie także i tego pątnika?
- Nie - odpowiedział Sanderus. - Ale nie kupujcie, panie, od niego odpustów, bo to
fałszywy pątnik. Gdyby go na męki położyć, siła można by się od niego dowiedzieć.
- Czekać! - rzekł Zbyszko.
Tymczasem w izbie narożnej, zaledwie drzwi się zamknęły za Zbyszkiem i księdzem Kalebem,
siostra zakonna przysunęła się szybko do Juranda i poczęła szeptać:
- Waszą córkę zbóje porwali.
- Z krzyżem na płaszczach?
- Nie. Ale Bóg pobłogosławił pobożnym braciom, że ją odbili i teraz ona jest u nich.
- Gdzie jest? - pytam.
- Pod opieką pobożnego brata Szomberga - odrzekła, krzyżując ręce na piersiach i
schylając się pokornie.
A Jurand, usłyszawszy straszne nazwisko kata Witoldowych dzieci, zbladł jak płótno; po
chwili siadł na ławie, przymknął oczy i począł dłonią rozcierać zimny pot, który uperlił
mu czoło.
Co widząc, pątnik, jakkolwiek nie umiał przedtem pohamować strachu, wsparł się teraz w
boki, rozwalił się na ławie, wyciągnął nogi i spojrzał na Juranda oczyma pełnymi pychy i
pogardy.
Nastało długie milczenie.
- I brat Markwart pomaga bratu Szombergowi w czuwaniu nad nią - rzekła znów niewiasta. -
Pilna to opieka i nie stanie się panience krzywda.
- Co mam czynić, by mi ją oddali? - zapytał Jurand.
- Upokorzyć się przed Zakonem! - rzekł z dumą pątnik. Usłyszawszy to, Jurand wstał,
podszedł ku niemu i pochyliwszy się nad nim, rzekł stłumionym, strasznym głosem:
- Milczeć!...
A pątnik przeraził się znowu. Wiedział, że może grozić i może rzec coś takiego, co
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional