lektory on-line

Faraon - Strona 285

lepiej ode mnie, bom jeszcze mały i nie uczyli mnie mądrości. No, już dosyć...
-Złe dziecko! - mruknął pisarz od bydła, schylony nad swoim rejestrem. - Złe dziecko,
niedbale oddaje cześć Amonowi...
Ale faraon w czarodziejskiej kuli dostrzegł zupełnie co innego. Oto modlitwa
rozzbytkowanego chłopczyny jak skowronek wzbiła się ku niebu i trzepocząc skrzydłami
wznosiła się coraz wyżej i wyżej, aż do tronu, gdzie wiekuisty Amon, z rękoma na
kolanach, zagłębiał się w rozpatrywaniu swojej własnej wszechmocy.
Potem wzniosła się jeszcze wyżej, aż na wysokość głowy bóstwa, i śpiewała mu cienkim
dziecięcym głosikiem:
-A za te dobre rzeczy, które nam darowałeś, niechaj wszyscy kochają cię jak ja...
Na te słowa pogrążone w sobie bóstwo otworzyło oczy i padł z nich na świat promień
szczęścia. Od nieba do ziemi zaległa niezmierna cisza. Ustał wszelki ból, wszelki strach,
wszelka krzywda. Świszczący pocisk zawisnął w powietrzu, lew zatrzymał się w skoku na
łanię, podniesiony kij nie spadł na plecy niewolnika. Chory zapomniał o cierpieniu,
zbłąkany w pustyni o głodzie, więzień o łańcuchach. Ucichła burza i stanęła fala morska
gotowa zatopić okręt. I na całej ziemi zapanował taki spokój, że słońce, już ukryte pod
widnokręgiem, znowu podniosło promieniejącą głowę.
Faraon ocknął się. Zobaczył przed sobą mały stolik, na nim czarną kulę, a obok
Chaldejczyka Beroesa.
-Mer-amen-Ramzesie - spytał kapłan - znalazłżeś człowieka, którego modły trafią do
podnóżka Przedwiecznego?
-Tak - odparł faraon.
-Jestże on księciem, rycerzem, prorokiem czy może tylko zwyczajnym pustelnikiem?
-Jest to mały, sześcioletni chłopczyk, który o nic Amona nie prosił, lecz za wszystko
dziękował.
-A wiesz, gdzie on mieszka? - pytał Chaldejczyk.
-Wiem, ale nie chcę wykradać dla siebie potęgi jego modlitwy. Świat, Beroesie, jest to
olbrzymi wir, w którym ludzie miotają się jak piasek, a rzuca nimi nieszczęście. Zaś
dziecko swoją modlitwą daje ludziom to, czego ja nie potrafię: krótką chwilę zapomnienia
i spokoju. Zapomnienie i spokój... rozumiesz, Chaldejczyku?
Beroes milczał.
RozDZIAŁ CZTERDZIESTY DZIEWIĄTY
O wschodzie słońca dwudziestego pierwszego Hator do obozu nad Sodowymi Jeziorami
przyszedł z Memfisu rozkaz, według którego trzy pułki miały pomaszerować do Libii i
stanąć załogami w miastach, reszta zaś armii egipskiej wraz z księciem miała wrócić do
domu.
Wojska okrzykami radości powitały to rozporządzenie; kilkudniowy bowiem pobyt w pustyni
już zaczynał im dokuczać. Pomimo dowozów i z Egiptu, i z upokorzonej Libii nie było
nadmiaru żywności; woda w studniach naprędce wykopanych wyczerpała się; żar słoneczny
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional