lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 282

- I dziwo, i wygoda, bo obie ręce wolne. Nieraz tak było, żem w jednej miał szablę, w
drugiej pistolet, a koń szedł wolno.
- Ba, a jeśli szereg zawraca?
- Tedy zawróci i on, nie popsowawszy linii.
- Nie może być! -rzekł książę - tego żaden koń nie uczyni. Widziałem we Francji konie
muszkieterów królewskich, bardzo ćwiczone, umyślnie, aby ceremonij dworskich nie psowały,
ale przecie trzeba je cuglami prowadzić.
- W tym koniu człowieczy dowcip... Niechże wasza książęca mość sam popróbuje.
- Dawaj! - rzekł po chwili namysłu książę.
Sam Kmicic potrzymał konia do wsiadania, a książę skoczył lekko na kulbakę i począł
klepać rumaka po lśniącym karku.
- Dziwna rzecz! -rzekł- najlepsze szkapy na jesień szerszenieją, ten zaś jakoby z wody
wyszedł. A w którą stronę ruszymy?
- Ruszymy naprzód szeregiem, i jeśli wasza książęca mość pozwoli, to w drugą stronę, ku
lasowi. Droga tam równa i szeroka, a ku miastu mogłyby nam jakowe wozy przeszkadzać.
- Niechże będzie ku lasowi!
- Ze dwie staje równo! Puść wasza książęca mość cugle z miejsca i skokiem... Dwóch ludzi
z każdej strony, ja trochę z tyłu pojadę.
- Stawać! - rzekł książę.
Szereg stanął i zwrócił się głowami końskimi ku drodze od miasta. Książę stał w środku.
- Ruszaj! - rzekł. -Z miejsca w skok!... Marsz!
Szereg pomknął i po pewnej chwili szedł jak wicher. Tuman kurzu zasłonił ich przed oczyma
dworzan i masztalerzy, którzy zebrawszy się gromadką przed kołowrotem, przyglądali się z
ciekawością biegowi. Ćwiczone konie, w największym pędzie, chrapiąc z wysilenia,
przebiegły już staję lub więcej, i rumak książęcy, lubo nie trzymany cuglami, nie wysunął
się istotnie ani na cal. Przebiegli i drugą staję, nagle Kmicic zwrócił się, a widząc za
sobą jeno tumany kurzu, przez które zaledwie było widać dwór starościński, a wcale
stojących przed nim ludzi, krzyknął straszliwym głosem:
- Bierz go!
W tej chwili Biłous i olbrzymi Zawratyński chwycili księcia za oba ramiona, aż kości
zatrzeszczały mu w stawach, i trzymając w żelaznych pięściach, poczęli bóść ostrogami
własne konie.
Książęcy w środku trzymał się ciągle w szeregu, nie zostając ani wysuwając się na cal
naprzód. Zdumienie, przerażenie, wicher bijący w twarz księcia Bogusława odebrały mu w
pierwszej chwili mowę. Szarpnął się jeno raz i drugi, lecz bez skutku, bo tylko ból od
wykręconych ramion przeszył go na wylot.
- Co to jest? łotry!... Nie wiecie, ktom jest!... - krzyknął wreszcie
Wtem Kmicic trącił go lufą od krócicy między łopatki.
- Na nic opór, bo kula w krzyż! - zakrzyknął.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional