lektory on-line

Faraon - Strona 282

kolejno ku czterem okolicom świata szeptał:
-Amorul, Taneha, Latisten, Rabur, Adonay... Miej litość nade mną i oczyść mnie, Ojcze
niebieski, łaskawy i miłosierny... Zlej na niegodnego sługę swoje święte błogosławieństwo
i wyciągnij wszechmocne ramię na duchy uparte i buntownicze, ażebym mógł rozważać w
spokoju twoje święte dzieła...
Przerwał i zwrócił się do faraona:
-Mer-amen-Ramzesie, arcykapłanie Amona, czy w tej czarnej kuli dostrzegasz iskrę?...
-Widzę białą iskrę, która zdaje się poruszać jak pszczoła nad kwiatem...
Mer-amen-Ramzesie, patrz w tę iskrę i nie odrywaj od niej oczu... Nie spoglądaj ani na
prawo, ani na lewo, ani na nic, cokolwiek wychylałoby się z boków...
I znowu szepnął:
Baralanensis, Baldachiensis, przez potężnych książąt Genio, Lachiadae, ministrów
piekielnego państwa, wywołuję was i wzywam mocą najwyższego Majestatu, którą jestem
obdarzony, zaklinam was i rozkazuję...
W tym miejscu faraon wstrząsnął się ze wstrętem.
-Mer-amen-Ramzesie, co widzisz? - zapytał Chaldejczyk.
-Spoza kuli wychyla się jakaś okropna głowa... Rude włosy jeżą się... twarz zielonkowatej
barwy... źrenice wywrócone na dół, że tylko białka oczu widać... Usta szeroko otwarte,
jakby chciały krzyczeć...
-To trwoga - rzekł Beroes i zwrócił ponad kulę ostrze sztyletu.
Nagle faraon aż zgiął się ku ziemi.
-Dosyć!... - zawołał - dlaczego mnie tak męczysz?... Strudzone ciało chce spocząć, dusza
ulecieć w krainę wiecznego światła... A wy nie tylko nie pozwalacie mi umrzeć... ale
jeszcze wymyślacie nowe udręczenia... Ach!... nie chcę...
-Co widzisz?...
-Od sufitu co chwilę spuszczają się niby dwie nogi pajęcze, straszliwe... Grube jak
palmy, kosmate, zakończone hakami... Czuję, że nad moją głową unosi się potwornej
wielkości pająk i osnuwa mnie siecią z lin okrętowych...
Beroes zwrócił sztylet w górę.
-Mer-amen-Ramzesie - rzekł znowu - ciągle patrz w iskrę i nie oglądaj się na boki...
Oto znak, który podnoszę w waszej obecności... - szeptał. - Otom jest potężnie uzbrojony
w pomoc boską, przewidujący i nieustraszony, który wywołuję was przez zaklęcia... Aye,
Saraye, Aye, Saraye, Aye, Saraye... przez imię wszechmocnego i wiecznie żyjącego Boga...
W tej chwili na twarzy faraona ukazał się spokojny uśmiech.
-Zdaje mi się rzekł pan że widzę Egipt... Cały Egipt... Tak, to jest Nil... pustynia...
Tu Memfis, tam Teby...
Istotnie widział Egipt, cały Egipt, ale nie większy od alei, która ciągnęła się przez
ogród jego pałacu. Dziwny obraz miał jednak tę własność, że gdy faraon skierował na jaki
punkt baczniejszą uwagę, punkt ten rozrastał się w okolicę prawie naturalnej wielkości.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional