lektory on-line

Chłopi - Władysław Reymont - Strona 29

Antek odwrócił się gwałtownie i jął pogwizdywać ze złości, a stary, chociaż z żalem i markotnością, wysupłał złotówkę i dał.
— Żyw wszystkich swoją krwawicą… — myślał i spiesznie się przeciskał do ogromnego, narożnego szynku, gdzie było już sporo ludzi pożywiających się; w alkierzu od podwórza mieszkał pisarz.
Właśnie siedział pod oknem przy stole z cygarem w zębach, w koszuli był tylko, nie umyty i rozczochrany; jakaś kobieta spała na sienniku w kącie, przykryta paltem.
— Siadajcie, panie gospodarzu! — zrzucił ze stołka obłocone ubranie i podsunął Borynie, któren zaraz opowiedział dokumentnie całą sprawę.
— Wasza wygrana, jak amen w pacierzu. Jeszcze by! Krowa zdechła i chłopak choruje z przestrachu! Dobra nasza! — zatarł ręce i szukał papieru na stole.
— Hale… kiej zdrowy chłopak.
— Nic nie szkodzi, mógł zachorować. Bił go przecież…
— Nie, bił ino chłopaka sąsiadów.
— Szkoda, to by było jeszcze lepsze. Ale to się jakoś zesztukuje, tak że będzie i choroba z pobicia, i zdechła krowa. Niech dwór płaci.
— Juści, o nic nie idzie, ino o sprawiedliwość.
— Zaraz się napisze skargę. Frania, a rusz no się, wałkoniu! — krzyknął i tak mocno kopnął leżącą, że podniosła rozczochraną głowę. — Przynieś no gorzałki i co zjeść…
— Ani dydka nie mam, a wiesz, Guciu, że nie zborgują… — mruczała i podniósłszy się z barłogu, jęła ziewać i przeciągać się; wielka była jak piec, twarz miała ogromną, obrzękłą, posiniaczoną i przepitą, a głos cienki, jakby dzieciątka.
Pisarz pracował, aż pióro skrzypiało, pociągał cygara, puszczał dym na Borynę, który przypatrywał się pisaniu, zacierał chude, piegowate ręce i raz wraz odwracał wynędzniałą, okroszczoną twarz na Frankę; zęby przednie miał przyłamane, usta sine i wielkie czarne wąsy.
Napisał skargę, wziął za nią rubla, wziął na marki drugiego i ugodził się na trzy za stawanie w sądzie, jak sprawa przyjdzie na stół.
Boryna się na wszystko zgodził skwapliwie, choć mu ta pieniędzy było żal, bo miarkował, że dwór mu wszystko zapłaci, i z nawiązką.
— Sprawiedliwość musi być na świecie, to sprawa wygrana! — rzekł na odchodnym.
— Nie wygramy w gminnym, to pójdziemy do zjazdu, zjazd nie poradzi, pójdziemy do okręgowego, do izby sądowej — a nie darujemy.
— Zaśbym tam darował swoje! — zawołał z zawziętością Boryna. — I komu jeszcze, dworowi, co ma tyle lasów i ziemi!… — rozmyślał wychodząc na rynek i zaraz jakoś przy czapnikach natknął się na Jagnę.
Stała w czapce granatowej na głowie, a drugą jeszcze targowała.
— Obaczcie no, Macieju, bo ten żółtek powiada, że dobra, a pewnikiem cygani…
— Galanta, la Jędrzycha?
— Juści, Szymkowi już kupiłam.
— Nie za mała to będzie?
— Takusińką ma ci głowę kiej moja…
— Piękny z ciebie byłby parobeczek…
— Abo i nie! — zawołała zuchowato, bakierując nieco czapkę…
— Wnetki by cię tu godziły do siebie…
— Hale… inom za droga do służby. — Zaczęła się śmiać.
— Jak komu… mnie byś ta za droga nie była…
— I w polu robić bym nie robiła…
— Robiłbym ja za ciebie, Jaguś, robił… — szepnął ciszej i tak spojrzał na nią namiętnie, aż dziewczyna cofnęła się zakłopotana i już bez targu zapłaciła za czapkę.
— Sprzedaliście krowę? — zapytał po chwili opamiętawszy się nieco i wytchnąwszy z owej lubości, co mu jak gorzałka buchnęła do głowy.
— Kupili ją la księdza do Jerzowa. Matka poszła z organistami, bo chcą zgodzić parobka.
— A to my sobie choćby na ten kieliszek słodkiej wstąpimy!…
— Jakże to?
— Zziębłaś, Jaguś, to się ździebko ogrzejesz…
— Gdziebym zaś z wami szła na wódkę!…
— A to przyniese i tutaj się napijem, Jaguś…
— Bóg zapłać za dobre słowo, ale mi matki trza poszukać.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional