lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 279

- Stój ! - rzekł nagle Kmicic.
Źołnierze stanęli, on zaś zwrócił się ku nim.
- Gotowiście na śmierć? - spytał krótko.
- Gotowi -odpowiedzieli chórem orszańscy zabijakowie.
- Leźliśmy Chowańskiemu w gardło i nie zjadł na?... Pamiętacie?
- Pamiętamy!
- Trzeba się dziś ważyć na wielkie rzeczy... Uda się, to miłościwy król nasz panów z was
poczyni... Ja w tym!... Nie uda się, pójdziecie na pal!
- Co się nie ma udać! - rzekł Soroka, którego oczy poczęły błyskać jak u starego wilka.
- Uda się! -powtórzyli trzej inni: Biłous, Zawratyński i Lubieniec.
- Musimy porwać księcia koniuszego! - rzekł Kmicic.
I umilkł chcąc zbadać wrażenie, jakie szalona myśl uczyni na żołnierzy. A oni umikli
także i patrzyli w niego jak w tęczę, tylko wąsiska ruszały im się i tylko twarze stały
się groźne i zbójeckie.
- Pal blisko, nagroda daleko! - rzekł Kmicic.
- Mało nas! -mruknął Zawratyński.
- To gorzej aniżeli z Chowańskim ! - dodał Lubieniec.
- Wojska wszystkie w rynku, a we dworze jeno straż i dworzan ze dwudziestu - rzekł Kmicic
- którzy niczego się nie spodziewają, nawet i szabel przy bokach nie mają.
- Wasza miłość swoją głowę stawi, czemu my nie mamy naszych postawić? -odparł Soroka.
- Słuchać! - rzekł Kmicic. -Jeśli chytrością go nie weźmiem, to inaczej wcale nie
weźmiem... Słuchać! Ja wejdę do komnat i po chwili wyjdę z księciem... Jeśli książę
siądzie na mego konia, tedy ja siądę na drugiego i pojedziem... Jak odjedziemy ze sto
albo z półtorasta kroków, tedy go we dwóch porwać pod pachy i w skok, co tchu w koniach!
- Wedle rozkazu! -rzekł Soroka.
- Jeśli nie wyjdziem -mówił dalej Kmicic- a usłyszycie strzał w komnacie, tedy mi
gruchnąć z garłaczy po straży i konia mi podawać, jak tylko wypadnę ze drzwi.
- Tak i będzie! -rzekł Soroka.
- Naprzód! -skomenderował Kmicic.
Ruszyli i w kwadrans później stanęli przed kołowrotem starościńskiego dworu. Przy
kołowrocie, po staremu, stało sześciu halabardzistów, a czterech we drzwiach sieni. Po
podwórzu kręciło się przy karecie kilku masztalerzy i forysiów, których doglądał zacny
jakiś dworzanin, cudzoziemiec -jak można było poznać ze stroju i peruki.
Dalej, wedle wozowni, zakładano konie do dwóch jeszcze kolasek, olbrzymi pajukowie
znosili do nich łuby i sepety. Nad tymi czuwał człowiek cały czarno ubrany, z twarzy
wyglądający na medyka albo astrologa.
Kmicic oznajmił się, jak i poprzednio, przez dyżurnego oficera, który po chwili wrócił i
wezwał go do księcia.
- Jak się masz, kawalerze? - rzekł wesoło książę. - Takeś mnie nagle opuścił, żem myślał,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional