lektory on-line

Krzyżacy - Strona 279

- Wolejbym był zamarzł pod Niedzborzem! Tyś to mnie odgrzebywał?
- Ja, z innymi.
- A na onych łowach tyś mi dziecko ratował!
- Jakożem miał czynić?
- I teraz mi pomożesz?
A w Zbyszku wybuchnęła zarazem miłość do Danuśki i nienawiść do Krzyżaków-krzywdzicieli
tak wielka, że aż wstał na siodle i jął mówić przez zaciśnięte zęby, jakby z trudem:
- Słuchajcie, co rzekę: choćby mi przyszło zębami pruskie zamki gryźć, to je zgryzę, a ją
dostanę.
I nastała chwila milczenia. Mściwa i niepohamowana natura Juranda ozwała się też
widocznie z całą siłą pod wpływem Zbyszkowych słów, gdyż począł zgrzytać w ciemności, a
po chwili powtarzać znów nazwiska:
- Danveld, Lowe, Rotgier i Gotfryd!
I w duszy myślał, że jeśli zechcą, by im Bergowa oddał, to go odda, jeśli każą mu
dopłacić, to dopłaci, choćby miał cały Spychów do ceny przyrzucić, ale później biada tym,
którzy na to jedyne dziecko jego rękę podnieśli!
Przez całą noc sen nie zamknął im ani na chwilę powiek. Nad ranem ledwie się poznali, tak
twarze ich były zmienione przez tę jedną noc. Juranda uderzył wreszcie ten ból i ta
zawziętość
Zbyszka, więc rzekł:
- Nałęczką cię ona przykryła i śmierci wydarła - wiem. Ale też ją miłujesz?
Zbyszko spojrzał mu prosto w oczy z twarzą niemal zuchwałą i odpowiedział:
- To żona moja.
Na to Jurand powstrzymał konia i patrzył na Zbyszka, mrugając ze zdumienia.
- Jako powiadasz? - zapytał.
- Mówię, że ona niewiasta moja, a ja jej mąż.
Rycerz ze Spychowa przykrył rękawicą oczy, jak gdyby olsnął od nagłego uderzenia pioruna,
po czym nie odrzekł nic, po chwili ruszył koniem i wysunąwszy się na czoło orszaku,
jechał w milczeniu.
Rozdział XXX
Ale Zbyszko, jadąc za nim, nie mógł długo wytrzymać i rzekł sobie w duszy: "Wolę, żeby
gniewem wybuchnął, niż żeby się zaciął". Więc podjechał ku niemu i trąciwszy strzemieniem
w jego strzemię, począł mówić:
-Posłuchajcie, jako to było. Co Danuśka dla mnie uczyniła w Krakowie, to wiecie, ale tego
nie wiecie, że w Bogdańcu swatali mi Jagienkę, Zychową córkę, ze Zgorzelic. Stryj mój.
Maćko, chciał; rodzic jej, Zych, chciał; a i krewny opat, bogacz, także... Co wam tam
długo prawić? - uczciwa dziewka i jak łania, a wiano też godne. Ale nie mogło to być.
Było mi Jagienki żal, ale jeszcze większy żal Danuśki - i zabrałem się ku niej na
Mazowsze, bo szczerze wam rzekę: nie mogłem dłużej żyć. Wspomnijcie, jakoście sami
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional