lektory on-line

Krzyżacy - Strona 278

- W drogę nam! Do Spychowa!
Rozdział XXIX
- Czyj to poczet? - zapytał nagle Jurand, ocknąwszy się za Radzanowem z zamyślenia jakby
ze snu.
- Mój - odpowiedział Zbyszko.
- A ludzie moi wszyscy poginęli?
- Widziałem ich nieżywych w Niedzborzu.
- Nie masz starych towarzyszów!
Zbyszko nie odrzekł nic i jechali dalej w milczeniu a szybko, gdyż chcieli jak najprędzej
być w Spychowie, spodziewając się, że może zastaną tam jakich wysłanników krzyżackich. Na
szczęście ich przyszły znów mrozy i drogi były przetarte, więc mogli pośpieszać. Pod
wieczór Jurand znów przemówił i począł wypytywać o owych braci zakonnych, którzy byli w
leśnym dworcu, a Zbyszko opowiadał mu wszystko - i o ich skargach, i o odjeździe, i o
śmierci pana de Fourcy, i o postępku swego giermka, który w tak straszny sposób pokruszył
ramię Danvelda, a podczas tego opowiadania przypomniała mu się i uderzyła go jedna
okoliczność, to jest bytność owej niewiasty w leśnym dworcu, która przywiozła od Danvelda
balsamy gojące. Na popasie począł więc wypytywać o nią i Czecha, i Sanderusa - ale obaj
nie wiedzieli dokładnie, co się z nią stało. Zdawało im się, że odjechała albo razem z
tymi ludźmi, którzy przybyli po Danusię, albo wnet po nich. Zbyszkowi przyszło teraz do
głowy, że to mógł być ktoś nasłany w tym celu, aby tych ludzi przestrzec na wypadek,
gdyby Jurand znajdował się własną osobą we dworcu. W takim razie nie podawaliby się za
ludzi ze Spychowa, mogli zaś mieć przygotowane jakieś inne pismo, które by byli oddali
księżnie zamiast zmyślonego Jurandowego listu. Wszystko to było ułożone z piekielną
zręcznością i młody rycerz, który dotychczas znał Krzyżaków tylko z pola, po raz pierwszy
pomyślał, że pięści na nich nie dość, ale że trzeba umieć zmóc ich i głową. Myśl ta była
mu przykra, albowiem jego ogromny żal i ból zmieniły się w nim przede wszystkim w żądzę
walki i krwi. Nawet ratunek dla Danusi przedstawiał mu się jako szereg bitew kupą lub w
pojedynkę; tymczasem teraz poznał, że trzeba może będzie chęć pomsty i łupania łbów wziąć
jak niedźwiedzia na łańcuch i szukać całkiem nowych dróg ocalenia i odzyskania Danusi.
Myśląc o tym, żałował, że nie ma przy nim Maćka. Macko bowiem równie był przebiegły, jak
mężny. Postanowił jednak i sam wysłać ze Spychowa Sanderusa do Szczytna, aby ową
niewiastę odszukał i starał się od niej wywiedzieć, co się z Danusią stało. Mówił sobie,
że choćby Sanderus chciał go zdradzić, to niewiele sprawie zaszkodzi, a w razie
przeciwnym może znaczne mu usługi oddać, albowiem rzemiosło jego otwierało mu wszędzie
dostęp.
Chciał jednak naradzić się przedtem z Jurandem, odłożył wszelako tę rzecz do Spychowa,
tym bardziej że zapadła noc i zdawało mu się, że Jurand, siedząc na wysokim siodle
rycerskim, usnął z trudów, zmęczenia i ciężkiej troski. Ale Jurand dlatego tylko jechał z
głową spuszczoną, że mu ją pochyliło nieszczęście. I widać, że ciągle o nim rozmyślał, że
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional