lektory on-line

Krzyżacy - Strona 276

- Z dworca mojego psubraty ją porwały, przeto i mnie pohańbiły, a tego im nie daruję,
pókim żyw. Dość mi ich zdrad! dość napastliwości! Wolej każdemu wilkołaków mieć za
sąsiadów! Ale teraz musi mistrz tych komturów pokarać i dziewkę wrócić, a do mnie posłów
z przeprosinami słać. Inaczej - wici roześlę!
Tu uderzył pięścią w stół i dodał:
- O wa! Brat z Płocka pójdzie za mną, i Witold, i króla Jagiełłowa potęga. Dość folgi!
Święty by cierpliwość przez nozdrza wyparsknął. Juże mi dość!
Umilkli wszyscy, czekając z naradą, póki się w nim gniew nie uspokoi. Anna Danuta zaś
ucieszyła się, że książę bierze tak do serca sprawę Danusi, albowiem wiedziała, iż był
cierpliwy, ale i zawzięty, i że gdy raz co przedsięweźmie, to już nie zaniecha, póki na
swoim nie postawi.
Po czym zabrał głos ksiądz Wyszoniek.
- Był niegdyś w Zakonie posłuch - rzekł - i żaden komtur nie śmiał bez pozwoleństwa
kapituły i mistrzowego nic na swoją rękę poczynać. Dlatego Bóg podał w ich ręce kraje tak
znaczne, że prawie ich nad wszelką inną ziemską potęgę wywyższył. Ale teraz nie masz
między nimi ni posłuchu, ni prawdy, ni uczciwości, ni wiary. Nic, jeno chciwość a złoba
taka, jakoby wilkami, nie ludźmi byli. Jakże im słuchać przykazań mistrza albo kapituły,
skoroć i boskich nie słuchają? Każdy na swoim zamku jako książę udzielny siedzi - i jeden
drugiemu w złem pomaga. Poskarżym się mistrzowi - a oni się zaprą. Mistrz każe im dziewkę
oddać, a oni nie oddadzą - albo też rzekną: "Nie masz jej u nas, bośmy jej nie porywali".
Każe im przysiąc, to i przysięgną. Co tedy nam robić?
- Co robić? - rzekł pan z Długolasu. - Niech Jurand jedzie do Spychowa. Jeśli ją porwali
dla okupu albo by ją na de Bergowa wymienić, to muszą dać znać i dadzą znać nie komu
innemu, jeno Jurandowi.
- Porwali ją ci, którzy do leśnego dworca przyjeżdżali -rzekł ksiądz.
- To ich mistrz pod sąd odda albo każe im pole Jurandowi dać.
- Pole - zawołał Zbyszko - mnie muszą dać, bom ja ich wpierw pozwał!
A Jurand odjął ręce od twarzy i zapytał:
- Którzy to byli w leśnym dworcu?
- Był Danveld i stary de Lowe, i dwóch braci: Gotfryd i Rot-gier - odpowiedział ksiądz. -
Skarżyli się i chcieli, by książę wam rozkazał de Bergowa z niewoli wypuścić. Ale książę,
dowiedziawszy się od Fourcy'ego, że Niemcy to pierwsi was napadli, zgromił ich i z niczym
odprawił.
- Jedźcie do Spychowa - rzekł książę - bo oni tam się zgłoszą. Nie uczynili tego dotąd
dlatego, że Danveldowi giermek tego oto młodego rycerza ramię pokruszył, gdy im pozwanie
woził. Jedźcie do Spychowa, a jak się zgłoszą, to mnie dawajcie znać. Oni wam dziecko za
de Bergowa odeślą, aleja przeto pomsty nie poniecham, bo i mnie pohańbili, z dworca ją
mojego biorąc.
Tu gniew począł go chwytać na nowo, gdyż istotnie Krzyżacy wyczerpali wszelką jego
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional