lektory on-line

Faraon - Strona 270

-Zmarła w więzieniu...
-O bogowie!... Któż śmiał ją wtrącić?...
-Sama oskarżyła się o zabójstwo syna twego...
-Co?...
Wielki krzyk rozległ się u stóp księcia: maszerowali jeńcy libijscy wzięci podczas bitwy,
a na ich czele smutny Tehenna.
Ramzes miał w tej chwili serce tak przepełnione bólem, że skinął na Tehennę i rzekł:
-Stań przy ojcu twoim Musawasie, ażeby widział i dotknął cię, że żyjesz...
Na te słowa wszyscy Libijczycy i całe wojsko wydało potężny okrzyk; ale książę nie
słuchał go.
-Syn mój nie żyje?... - pytał kapłana. - Sara oskarżyła się o dzieciobójstwo?... Czy
szaleństwo padło na jej duszę?...
-Dziecko zabił nikczemny Lykon...
-O bogowie, dajcie mi siły!... - jęknął książę.
-Hamuj się, panie, jak przystało na zwycięskiego wodza...
-Czyliż podobna zwyciężyć taką boleść!... O niemiłosierni bogowie!...
-Dziecko zabił Lykon, Sara zaś oskarżyła się, ażeby ciebie ocalić... Widząc bowiem
mordercę w nocy, myślała, że to ty sam byłeś...
-A ja ją wygnałem z mego domu!... A ja zrobiłem ją służebnicą Fenicjanki!.. -szeptał
książę.
Teraz ukazali się egipscy żołnierze, niosący pełne kosze rąk uciętych poległym
Libijczykom.
Na ten widok książę Ramzes zasłonił twarz swoją i gorzko zapłakał.
Natychmiast jenerałowie otoczyli wóz pocieszając pana. Zaś święty prorok Mentezufis podał
wniosek, który przyjęto bez namysłu, ażeby od tej pory wojsko egipskie już nigdy nie
ucinało rąk poległym w boju nieprzyjaciołom.
Tym nieprzewidzianym wypadkiem zakończył się pierwszy triumf następcy egipskiego tronu.
Ale łzy, jakie wylał nad uciętymi rękoma, mocniej aniżeli zwycięska bitwa przywiązały do
niego Libijczyków. Nikt też nie dziwił się, że dokoła ognisk zasiedli w zgodzie żołnierze
egipscy i Libijczycy, dzieląc się chlebem i pijąc wino z tych samych kubków. Miejsce
wojny i nienawiści, które miały trwać całe lata, zajęło głębokie uczucie spokoju i
zaufania.
Ramzes polecił, ażeby Musawasa, Tehenna i najprzedniejsi Libijczycy natychmiast jechali z
darami do Memfisu, i dał im eskortę, nie tyle do pilnowania ich, ile dla bezpieczeństwa
ich osób i wiezionych skarbów. Sam zaś ukrył się w namiocie i nie pokazał się przez kilka
godzin. Nie przyjął nawet Tutmozisa, jak człowiek, któremu boleść starczy za najmilsze
towarzystwo.
Ku wieczorowi przyszła do księcia deputacja greckich oficerów pod dowództwem Kaliposa.
Kiedy następca zapytał: czego chcą?... Kalipos odparł:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional