lektory on-line

Krzyżacy - Strona 268

pozapalali pochodnie, kaganki i jechali wśród dymu i płomieni, w które wiatr dął z taką
siłą, jakby je chciał oderwać od smolnych szczap i ponieść na pola i bory. Droga była
daleka - minęli osady bliższe Ciechanowa, a następnie Niedzborz, po czym skierowali się w
stronę Radzanowa. Za Niedzborzem burza poczęła jednak uciszać się rzeczywiście. Uderzenia
wichru stały się słabsze i nie niosły już w sobie całych tumanów śnieżnych. Niebo
pojaśniało. Z góry sypał jeszcze czas jakiś śnieg, ale wkrótce ustał. Potem tu i owdzie w
szczelinach chmur błysnęła gwiazda. Konie poczęły parskać -jeźdźcy odetchnęli swobodniej.
Gwiazd przybywało z każdą chwilą i brał mróz. Po upływie kilku pacierzy uciszyło się
zupełnie.
Pan de Lorche, który jechał obok Zbyszka, jął go pocieszać, mówiąc, że niezawodnie Jurand
w chwili niebezpieczeństwa myślał przede wszystkim o ocaleniu córki i że choćby
wszystkich odkopali zmarzłych, ją znajdą niezawodnie żywą, a może i śpiącą pod skórami.
Ale Zbyszko mało go rozumiał, a wreszcie nie miał i czasu go słuchać, gdyż po niejakiej
chwili przewodnik jadący na przedzie skręcił z gościńca.
Młody rycerz wysunął się naprzód i począł pytać:
- Czemu zbaczamy?
- Bo ich nie na gościńcu zasypało, jeno tam, hen! Widzicie, panie, ten olszniak?
To rzekłszy, ukazał ręką ciemniejące w dali zarośla, które można było dojrzeć na białej
płaszczyźnie śniegowej, gdyż chmury odsłoniły tarczę księżyca i noc stała się widna.
- Widać zjechali z gościńca.
- Zjechali z gościńca i jeździli w kółko wedle rzeki. W czasie wiei i zadymki łatwo się
taka rzecz przygodzi. Jeździli i jeździli, póki konie nie ustały.
- Jakożeście ich znaleźli?
- Pies doprowadził.
- W pobliżu nie ma jakich chat?
- Są, ale po tamtej stronie rzeki. Tu zaraz Wkra.
- W konie! - zawołał Zbyszko.
Ale rozkazać było łatwiej niż rozkaz wykonać, bo jakkolwiek brał ostry mróz. na łące
jednak leżał śnieg niezamarzły jeszcze, sypki, świeżo nawiany i głęboki, w którym konie
zapadały wyżej kolan; musieli więc posuwać się z wolna. Nagle doszło ich szczekanie psa,
wprost zaś przed nimi zamajaczył gruby i garbaty pień wierzby, nad którym połyskiwała w
świetle księżyca korona bezlistnych prętów.
- Tamci są dalej - rzekł przewodnik - w pobliżu olszniaka; ale i tu coś musi być.
- Jest zaspa pod wierzbą. Poświećcie! Kilku ludzi książęcych zsiadło z koni i poczęło
świecić pochodniami, po czym zaraz jeden zawołał:
- Człowiek pod śniegiem! Widać głowę, ot tu!
- Jest i koń - zawołał zaraz drugi
- Odkopać!
Łopaty poczęły zanurzać się w śnieg i odrzucać go na obie strony.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional