lektory on-line

Krzyżacy - Strona 267

wcale do Ciechanowa nie przyjeżdżać. Nie chciała jednak pani zwierzyć się Zbyszkowi z
tych myśli, a nawet nie było na to i czasu, gdyż pachołcy poczęli wnosić jadło i
zastawiać je na stole. Zdążył wszelako Zbyszko podjąć ją jeszcze pod nogi i zapytać:
- A jeśli przyjadą, to jakoże będzie, miłościwa pani? Mówił mi Mrokota, że dla Juranda
jest osobna izba, gdzie też i dla giermków znajdzie się siano na posłanie. Ale jakoże
będzie?...
A księżna poczęła się śmiać i uderzywszy go z lekka rękawicą po twarzy, rzekła:
- Cichaj! Czegóż? Widzicie go!
l odeszła ku księciu, przed którym rękodajni wysunęli już krzesło, aby mógł na nim
zasiąść. Przedtem jednak jeden z nich podał mu płaską misę, pełną cienko pokrajanego
placka i opłatków, którymi książę miał się dzielić z gośćmi, dworzany i służbą. Drugą
podobną trzymał dla księżny piękny wyrostek, syn kasztelana sochaczewskiego. Po
przeciwnej stronie stołu stał ksiądz Wyszoniek, który miał błogosławić ustawioną na
pachnącym sianie wieczerzę. A wtem we drzwiach ukazał się człowiek pokryty śniegiem i
począł wołać głośno:
- Miłościwy panie!
- Czego? - rzekł książę, nierad, iż mu przerywają obrządek.
- Na Radzanowskim gościńcu całkiem przysypało jakichś podróżnych. Ludzi nam trzeba
więcej, by ich odgrześć.
Zlękli się, usłyszawszy to, wszyscy, zatrwożył się książę i zwróciwszy się do kasztelana
sochaczewskiego, zakrzyknął:
- Konnych z łopatami żywo. Po czym do zwiastuna nowiny:
- Wiela przysypanych?
- Nie moglim zmiarkować. Dmie okrutnie. Są konie i wozy. Znaczny poczet.
- Nie wiecie, czyj zaś?
- Ludzie mówią: dziedzica ze Spychowa.
Rozdział XXVII
Zbyszko, usłyszawszy nieszczęsną nowinę, nie pytając nawet o pozwolenie księcia, skoczył
do stajen i kazał konie siodłać. Czech, który jako szlachetnie urodzony giermek znajdował
się z nim na sali, zaledwie zdołał wrócić do izby i przynieść ciepłą lisiurę; nie
próbował jednakże młodego pana wstrzymywać, gdyż mając z przyrodzenia rozum tęgi,
wiedział, że wstrzymywanie na nic się nie przyda, a mitręga może okazać się zgubną.
Siadłszy na drugiego konia, pochwycił jeszcze w bramie od odźwiernego kilka pochodni i
wnet ruszyli razem z książęcymi ludźmi, których wartko sprawił stary kasztelan. Za bramą
ogarnęły ich nieprzebite ciemności, ale wichura wydawała się im mniejsza. Byliby może
zaraz za miastem zbłądzili, gdyby nie ów człowiek, który pierwszy dał znać o wypadku, a
który teraz prowadził ich tym szybciej i pewniej, że miał przy sobie psa już poprzednio z
drogą obeznanego. Na otwartym polu wicher począł znowu siec ich ostro po twarzach,
głównie jednak dlatego, że jechali w cwał. Gościniec był kopny, miejscami zaś tak
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional