lektory on-line

Faraon - Strona 267

Przeszedł zaledwie kilkaset kroków, ale parę razy musiał zatrzymać się i odpocząć. Często
też oglądał się za siebie, aby sprawdzić, czy nadzy niewolnicy, którzy nieśli dary dla
księcia, nie kradną złotych pierścieni, a co gorsze - klejnotów. Musawasa bowiem, jako
mąż doświadczony, wiedział, że ludzie najchętniej korzystają z cudzego nieszczęścia.
"Dziękuję bogom - pocieszał się w swej nędzy chytry barbarzyńca - że na mnie padł los
upokorzenia się przed księciem, który lada dzień włoży faraonowską czapkę. Władcy Egiptu
są wspaniałomyślni, szczególniej w chwili zwycięstwa. Jeżeli więc potrafię wzruszyć pana
mego, umocni on moje znaczenie w Libii i pozwoli mi pobierać duże podatki. Prawdziwy zaś
cud, że sam następca tronu złapał Tehennę; nie tylko bowiem nie uczyni mu krzywdy, ale
jeszcze obsypie go dostojeństwami..."
Tak myślał, a wciąż oglądał się. Niewolnik bowiem, choć nagi, może ukradziony klejnot
schować w usta, a nawet połknąć.
Na trzydzieści kroków przed wozem następcy tronu Musawasa i towarzyszący mu
najprzedniejsi Libijczycy upadli na brzuchy swoje i leżeli w piasku, dopóki adiutant
książęcy nie kazał im wstać. Zbliżywszy się o kilka kroków znowu padli i uczynili tak
trzy razy, a zawsze Ramzes musiał rozkazywać im, ażeby się podnieśli.
Przez ten czas Pentuer stojący na książęcym wozie szeptał swojemu panu:
-Niech oblicze twoje nie pokaże im ani srogości, ani uciechy. Raczej bądź spokojny jak
bóg Amon, który pogardza swymi wrogami i nie cieszy się z lada jakich triumfów...
Nareszcie pokutujący Libijczycy stanęli przed obliczem księcia, który ze złocistego wozu
patrzył na nich jak srogi hipopotam na kaczęta nie mające gdzie ukryć się przed jego mocą.
-Tyżeś to - nagle odezwał się Ramzes? - Tyżeś to jest Musawasa, mądry wódz libijski?
-Jam jest twój sługa - odparł zapytany i znowu rzucił się na ziemię.
Gdy mu kazano wstać, książę mówił:
-Jak mogłeś dopuścić się tak ciężkiego grzechu i podnieść rękę na ziemię bogów? Czyliż
opuściła cię dawna roztropność?
-Panie! - odparł chytry Libijczyk - żal pomięszał rozumy wygnanym żołnierzom jego
świątobliwości, więc biegli na własną zgubę ciągnąc za sobą mnie i moich. I wiedzą
bogowie, jak długo ciągnęłaby się ta brzydka wojna, gdyby na czele armii wiecznie
żyjącego faraona nie stanął sam Amon w twojej postaci. Jak pustynny wicher spadłeś, kiedy
cię nie oczekiwano, tam gdzie cię nie oczekiwano, a jak byk łamie trzcinę, tak ty
skruszyłeś zaślepionego nieprzyjaciela. Po czym wszystkie ludy nasze zrozumiały, że nawet
straszne pułki libijskie dopóty są coś warte, dopóki rzuca nimi twoja ręka.
-Mądrze mówisz, Musawaso - rzekł książę - a jeszcze lepiej uczyniłeś, żeś wyszedł
naprzeciw armii boskiego faraona nie czekając, aż ona przyjdzie do was. Radbym jednak
dowiedzieć się: o ile prawdziwą jest wasza pokora?
-"Rozjaśnij oblicze, wielki mocarzu egipski - odpowiedział na to Musawasa. - Przychodzimy
do ciebie jako poddani, ażeby imię twoje było wielkim w Libii i ażebyś był naszym
słońcem, jak jesteś słońcem dziewięciu ludów.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional