lektory on-line

Krzyżacy - Strona 266

brak naszemu księciu nigdy gości.
- Rad go obaczę, bo to rycerz, któremu w niczym nie przyganić.
- I on też was miłuje. Ale już chodźmy, gdyż księstwo wraz do stołu zasiędą.
I poszli. W sali stołowej w dwóch kominach paliły się wielkie ognie, nad którymi czuwali
pachołkowie, i roiło się już od gości i dworzan. Książę wszedł pierwszy w towarzystwie
wojewody i kilku przybocznych. Zbyszko pochylił mu się do kolan, a następnie ucałował
jego rękę.
On zaś ścisnął go za głowę, następnie, odwiódłszy go nieco na stronę, rzekł:
- Jużci o wszystkim wiem. Mruczno mi było z początku, żeście to bez mego pozwoleństwa
uczynili, ale po prawdzie nie było czasu, bom ja w oną porę był w Warszawie, gdzie i
święta chciałem przepędzić- . Wiadoma wreszcie rzecz, iż jak się niewiasta czego chyci,
to się i nie przeciw, bo nic nie wskórasz.
Księżna pani wam życzy jak matka, a ja zawdy wolę jej dogodzić niż się przeciwić, z
takowej przyczyny, aby zaś smutku i płakania jej oszczędzić.
Zbyszko pochylił się po raz wtóry do kolan książęcych.
- Daj Bóg waszej książęcej miłości odsłużyć.
- Chwalić Jego imię, żeś już zdrów. Powiedzże księżnie, jakom cię życzliwie przyjął, to
się niewiasta ucieszy! Boga mi! Jej uciecha - moja uciecha! Jurandowi za tobą dobre słowo
też rzeknę i tak myślę, że pozwoleństwo da, bo on też księżnę miłuje.
- Choćby i nie chciał dać, to moje prawo pierwsze.
- Twoje prawo pierwsze i musi się zgodzić, ale błogosławieństwa może wam umknąć. Przemocą
mu tego nikt nie wydrze, a bez rodzicielskiego błogosławieństwa nie masz i boskiego.
Zatroskał się Zbyszko, usłyszawszy te słowa, gdyż dotąd o tym nie pomyślał. W tej chwili
jednak weszła księżna z Jagienką z Długolasu i z innymi dworkami, więc skoczył pokłonić
się pani, ona zaś powitała go jeszcze łaskawiej od księcia i zaraz poczęła mu mówić o
spodziewanym przyjeździe Juranda. Oto misy dla nich zastawione, a ludzie wysłani, by ich
przeprowadzić wśród zamieci. Z wieczerzą wigilijną czekać już dłużej nie podobna, bo pan
tego nie lubi, ale oni pewnie zjadą, nim wieczerza się skończy.
- Co do Juranda - mówiła księżna - będzie wedle natchnienia Bożego. Albo mu powiem dziś
wszystko, albo jutro po pasterce, a książę też przyobiecał, że swoje słowo dołoży.
Zawzięty bywa
Jurand, ale nie dla tych, których miłuje, i nie dla tych, którym powinien.
Tu poczęła mówić Zbyszkowi, jak się ma z teściem zachować, by go, broń Boże, nie urazić i
do zawziętości nie przywieść. Była w ogóle dobrej myśli, ale kto by lepiej znał świat i
patrzył bystrzej od Zbyszka, ten zauważyłby w słowach jej pewien niepokój. Może było tak
dlatego, że pan ze Spychowa nie był w ogóle człowiek łatwy, a może też poczęła się
księżna trwożyć nieco tym, że ich tak długo nie było widać. Wieja stawała się na dworze
coraz okrutniejsza i wszyscy mówili, że kogo w szczerym polu złapie, ten może i zostać;
księżnie jednakże przychodziło do głowy i inne przypuszczenie: mianowicie, że Danuśka
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional