lektory on-line

Faraon - Strona 266

godzina rachunku?..."
Tak rozmyślając książę wzrastał w dumę, a serce jego wypełniał coraz silniejszy gniew
przeciw kapłanom. Gniew tym gorszy, że cichy jak skorpion, który, ukrywszy się w piasku,
jadowitym żądłem kaleczy nieostrożną nogę.
ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY SZÓSTY
W nocy warty dały znać, że tłum żebrzących o łaskę Libijczyków już wszedł do wąwozu
W nocy warty dały znać, że tłum żebrzących o łaskę Libijczyków już wszedł do wąwozu.
Jakoż nad pustynią widać było łunę ich ognisk.
O wschodzie słońca odezwały się trąby i cała armia egipska stanęła pod bronią, w
najszerszym miejscu doliny. Stosownie do rozkazu księcia, który chciał jeszcze bardziej
nastraszyć Libijczyków, między szeregami wojska ustawiono spokojnych tragarzy, a wśród
konnicy pomieszczono oślarzy na osłach. I stało się w onym dniu, że Egipcjanie byli
mnodzy jak piasek w pustyni, a Libijczycy trwożni, jak gołębie, nad którymi krąży
jastrząb.
O dziewiątej rano przed namiot księcia zajechał jego złocisty wóz wojenny. Konie ubrane w
strusie pióra rwały się tak, że każdego z nich musiało pilnować dwu masztalerzy.
Ramzes wyszedł z namiotu, siadł na wóz i sam ujął cugle, a miejsce woźnicy zajął przy nim
kapłan Pentuer, doradca. Jeden z jenerałów roztoczył nad księciem duży, zielony parasol,
a z tyłu i po obu stronach wozu szli greccy oficerowie w pozłocistych zbrojach. W pewnej
odległości za orszakiem księcia posuwał się mały oddział gwardii, a wśród niego Tehenna,
syn libijskiego wodza Musawasy.
O kilkaset kroków od Egipcjan, przy wyjściu z glaukońskiego wąwozu, stała smutna gromada
Libijczyków błagających zwycięzcy o miłosierdzie.
Kiedy Ramzes wjechał ze swoją świtą na wzgórze, kędy miał przyjmować nieprzyjacielskie
poselstwo, armia ku jego czci podniosła taki okrzyk, że chytry Musawasa zmartwił się
jeszcze bardziej i szepnął do bliskiej starszyzny:
-Zaprawdę mówię wam, jest to krzyk wojska, które miłuje swego wodza!...
Wówczas jeden z niespokojniejszych książąt libijskich, wielki bandyta, rzekł do Musawasy:
-Czy nie myślisz, że w takiej chwili roztropniej uczynimy ufając chyżości naszych koni
aniżeli łasce faraonowego syna?... Ma to być wściekły lew, który nawet głaszcząc zdziera
skórę; my zaś jesteśmy jako jagnięta oderwane od cycków swej matki.
-Czyń, jak chcesz - odparł Musawasa - całą pustynię masz przed sobą. Ale mnie lud wysłał
na odkupienie swoich grzechów, a nade wszystko mam syna Tehennę, nad którym książę
rozleje swój gniew, jeżeli nie potrafię go przebłagać.
Do gromady Libijczyków przycwałowali dwaj jezdni Azjaci donosząc, że pan czeka na ich
pokorę.
Musawasa gorzko westchnął i poszedł ku pagórkowi, na którym stał zwycięzca. Nigdy jeszcze
nie odbył on równie ciężkiej podróży!... Grube, pokutnicze płótno źle okrywało jego
grzbiet; nad głową obsypaną popiołem znęcał się żar słoneczny, bose nogi gryzł mu żwir. a
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional