lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 258

na co krzywili się starzy żołnierze i przezywali go koczotką. I zaraz po bitwie kryzy
nowe mu przynosili, żeby to był zawsze strojny, jakoby na ucztę, i włosy mu żelazkami
przypiekali, dziwne z nich czyniąc fircyfuszki. Ale mężny to pan i pierwszy i w
największy ogień szedł. Pana Kalinowskiego też na rękę wyzwał, że mu tam coś przymówił,
aż król jegomość musiał godzić.
- Nie ma co ! -mówił Ganchof. - Ciekawych się waść rzeczy napatrzysz i samego króla
szwedzkiego oblicze będziesz widział, który jest wojownik po naszym księciu w świecie
największy.
- I pana Czarnieckiego - dodał Charłamp. - Coraz głośniej o nim mówią.
- Pan Czarniecki stoi po stronie Jana Kazimierza i przez to jest naszym nieprzyjacielem !
- odrzekł surowo Ganchof.
- Dziwne się rzeczy na świecie dzieją - rzekł w zamyśleniu Charłamp.-Gdyby tak ktoś rok
temu albo dwa powiedział, że Szwedzi tu przyjdą, to byśmy wszyscy myśleli, że będziem ich
bić, a tymczasem patrzcie waszmościowie...
- Nie my jedni, ale cała Rzeczpospolita ich z otwartymi rękami przyjęła!- rzekł Ganchof.
- Tak jest! jako żywo! - wtrącił w zamyśleniu Kmicic.
- Prócz pana Sapiehy i pana Gosiewskiego, i pana Czarnieckiego, i hetmanów koronnych! -
rzekł Charłamp.
- Lepiej o tym nie mówić! - odpowiedział Ganchof. - No! Mości pułkowniku, wracajże nam
zdrowo... promocje cię tu czekają...
- I panna Billewiczówna - dodał Charłamp.
- Waćpanu nic do panny Billewiczówny! - odrzekł szorstko Kmicic.
- Pewnie, że nic, bom już i za stary. Ostatni raz... Czekajcie, waszmościowie... kiedyż
to było?... Aha ! ostatni raz w czasie elekcji dziś nam miłościwie panującego Jana
Kazimierza...
- Waszmość od tego język odzwyczaj! - przerwał Ganchof. - Dziś panuje nam miłościwie
Karol Gustaw.
- Prawda!... Consuetudo altera natura... Owóż ostatni raz w czasie elekcji Jana
Kazimierza, naszego eks-króla i wielkiego księcia litewskiego, okrutniem się zakochał w
jednej pannie z fraucymeru księżnej Jeremiowej. Wabna to była bestyjka... Ale com jej
chciał w oczy bliżej spojrzeć, to mi pan Wołodyjowski szablę podstawiał. Miałem się z nim
bić, tymczasem Bohun wszedł między nas, którego Wołodyjowski jak zająca wypatroszył. Źeby
nie to, tyle byście mnie waszmościowie teraz żywego widzieli. Ale wonczas gotów byłem się
bić choćby z diabłem. Wołodyjowski zresztą peramicitiam się o nią tylko zastawiał, bo ona
była z innym zmówiona, jeszcze gorszym zabijaką... Ej, mówię waściom, myślałem, że
uschnę... Ni mi było do jadła, ni do napitku... Dopiero jak mnie książę nasz z Warszawy
aż do Smoleńska posłał, tak i afekt wytrząsłem po drodze. Nie masz jak podróż na takowe
zgryzoty. W pierwszej mili już mi się stało lżej, a nim do Wilna dojechałem, ani mi była
w głowie, i do tej pory w kawalerskim stanie wytrwałem. Ot, co! Nie masz jak droga na
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional