lektory on-line

Krzyżacy - Strona 256

wianek; po chwili jednak ukazała na równianki z nieśmiertelników wiszące na ścianach izby
i rzekła:
- Choćby i z tego co uwić, bo nic innego nie znajdziem, a Zbyszko weźmie mnie i w takim
wianku.
Księżna nie chciała się z początku na to zgodzić, bojąc się złej wróżby, ale że w dworcu,
do którego tylko na łowy przyjeżdżano, nie było żadnych kwiatów, więc skończyło się na
nieśmiertelnikach. Tymczasem nadszedł ojciec Wyszoniek, który poprzednio wyspowiadał już
Zbyszka, i zabrał dziewczynę do spowiedzi, a potem zapadła głucha noc. Służba po
wieczerzy poszła z rozkazu księżny spać. Wysłańcy Jurandowi pokładli się jedni w
cze-ladniej, inni przy koniach w stajniach. Wkrótce ognie w służebnych izbach zasuły się
popiołem na trzonach i pogasły, aż wreszcie uczyniło się całkiem cicho w leśnym dworze i
tylko psy szczekały od czasu do czasu na wilki w stronę boru.
Jednakże u księżny, u ojca Wyszońka i u Zbyszka okna nie przestawały świecić, rzucając
czerwone blaski na śnieg pokrywający dziedziniec. Oni zaś czuwali w ciszy, słuchając
bicia własnych serc -niespokojni i przejęci uroczystością chwili, która zaraz nadejść
miała. Jakoż po północy księżna wzięła za rękę Danusię i poprowadziła ją do izby
Zbyszkowej, gdzie ojciec Wyszoniek czekał już na nich z Panem Bogiem. W izbie palił się
wielki ogień w grabie i przy jego obfitym, ale nierównym świetle ujrzał Zbyszko Danusię,
bladą nieco od bezsenności, białą, z wiankiem nieśmiertelników na skroni, przybraną w
sztywną, spadającą aż do ziemi sukienkę. Powieki miała ze wzruszenia przymknięte, rączy
-ny opuszczone wzdłuż sukni - i przypominała tak jakieś malowania na szybach, było w niej
coś tak kościelnego, że Zbyszka zdjęło zdziwienie na jej widok, pomyślał bowiem, że nie
dziewczynę ziemską, ale jakąś duszyczkę niebieską ma wziąć za żonę. A pomyślał to jeszcze
bardziej, gdy klękła ze złożonymi dłońmi do komunii i przechyliwszy w tył głowę, zamknęła
całkiem oczy. Wydała mu się nawet wówczas jak umarła i aż lęk chwycił go za serce. Nie
trwało to jednak długo, gdyż posłyszawszy głos księdza:
Ecce Agnus Dei - sam skupił się w duchu i myśli jego wzięły lot w stronę Bożą. W izbie
słychać było teraz tylko uroczysty głos księdza Wyszońka: Domine, non sum dignus - a wraz
z nim trzaskania skier w ognisku i świerszcze grające zawzięcie, a jakoś żałośnie w
szparach komina. Za oknami wstał wiatr, zaszumiał w ośnieżonym lesie, lecz zaraz ścichł.
Zbyszko i Danusia pozostali jakiś czas w milczeniu, ksiądz Wyszoniek zaś wziął kielich i
odniósł go do kapliczki dworskiej.
Po chwili wrócił, ale nie sam, tylko z panem de Lorche, i widząc zdziwienie na twarzach
obecnych, położył naprzód palec na ustach, jakby chcąc jakiemuś niespodzianemu okrzykowi
zapobiec, po czym zaś rzekł:
- Rozumiałem, że będzie lepiej, aby było dwóch świadków ślubu, i dlatego wpierw jeszcze
ostrzegłem tego rycerza, któren mi na cześć i na relikwie akwizgrańskie poprzysiągł, że
tajemnicy, póki będzie trzeba, dochowa.
A pan de Lorche przykląkł naprzód przed księżną, potem przed Danusią, następnie zaś
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional