lektory on-line

Faraon - Strona 253

- Ty uratowałeś mój folwark i Źydówkę Sarę przed tłumem, który chciał ją ukamienować?...
- Ja - rzekł Pentuer. - Ale ty wkrótce uwolniłeś z więzienia niewinnych chłopów i nie
pozwoliłeś Dagonowi dręczyć ludu twego nowymi podatkami.
Za ten lud - mówił kapłan - za miłosierdzie, jakie zawsze okazywałeś mu, dziś jeszcze
błogosławię ciebie... Może tylko ty jeden ocalejesz tutaj, ale pomnij... pomnij, że ocala
cię uciśnięty lud egipski, który od ciebie czeka zbawienia.
Wtem pociemniało, od południa sypnął deszcz gorącego piasku i zerwał się wicher tak
gwałtowny, że przewrócił konia stojącego w nie osłoniętym miejscu. Azjaci i libijscy
jeńcy wszyscy obudzili się; ale każdy tylko wcisnął się lepiej pod skałę i milczał zdjęty
trwogą.
W naturze działo się coś okropnego. Na ziemi zaległa noc, a na niebie w szalonym pędzie
goniły się rude lub czarne obłoki piasku. Zdawało się, że piasek z całej pustyni ożył,
zerwał się w górę i leciał gdzieś z szybkością kamieni rzucanych procą.
Gorąco było takie jak w łaźni: na rękach i twarzy pękała skóra, język usychał, oddech
sprawiał kłucie w piersiach. Drobne ziarna piasku parzyły jak iskry.
Pentuer gwałtem zbliżył flakonik do ust księcia. Ramzes wypił parę kropel i uczuł dziwną
zmianę: ból i gorąco przestały go dręczyć, myśl odzyskała swobodę.
- I to może ciągnąć się parę dni?...
- Cztery - odparł kapłan.
- A wy, mędrcy, powiernicy bogów, nie posiadacie sposobu uratowania ludzi z takiej
burzy?...
Pentuer zamyślił się i rzekł:
- Na świecie jest tylko jeden mędrzec, który mógłby walczyć ze złymi duchami... Ale jego
tu nie ma!...
Tyfon dął już od pół godziny z niepojętą siłą. Zrobiła się prawie noc. Chwilami wiatr
słabnął, czarne kłęby rozsuwały się i było widać na niebie krwawe słońce, a na ziemi
złowrogie światło rudej barwy.
Lecz wnet potężniał wicher gorący, duszny; kłęby kurzu gęstniały, trupie światło gasło, a
w powietrzu rozlegały się niepokojące szelesty i szmery, jakich nie nawykło chwytać
ludzkie ucho.
Niewiele już brakło do zachodu, a gwałtowność burzy i nieznośny upał wciąż rosły. Od
czasu do czasu nad horyzontem ukazywała się olbrzymia krwawa plama, jak gdyby zaczynał
się pożar świata.
Nagle książę spostrzegł, że nie ma przy nim Pentuera. Wytężył ucho i usłyszał głos
wołający:
- Beroes!... Beroes!... jeżeli nie ty, któż nam pomoże?... Beroes!... w imię Jedynego,
Wszechmocnego, który nie ma początku ani końca, wzywam cię...
W północnej stronie pustyni odezwał się grzmot. Książę struchlał; dla Egipcjanina bowiem
grzmoty były prawie tak rzadkim zjawiskiem jak ukazanie się komety.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional