lektory on-line

Krzyżacy - Strona 252

- Bo i nie dziwno by było, żebyś zamarł od żałości. Ale Pan Jezus jest miłosierny.
Po chwili zaś, chcąc go jednak choć trochę pokrzepić, dodała:
- Chociaż żeby, nie przymierzając, Jurand umarł przed tobą,
to opiekuństwo przeszłoby na księcia i na mnie, a my byśmy ci dziewczynę zaraz oddali.
- Kiedy on tam umrze! - odrzekł Zbyszko.
Lecz nagle widocznie jakaś nowa myśl błysnęła mu w głowie, gdyż przypodniósł się, siadł
na łożu i rzekł zmienionym głosem:
- Miłościwa pani...
Wtem przerwała mu Danusia, która wbiegłszy z płaczem, poczęła od progu wołać:
-To już wiesz, Zbyszku! Oj, żal mi tatusia, ale żal i ciebie, nieboże!
Zbyszko zaś, gdy zbliżyła się ku niemu, ogarnął zdrowym ramieniem swoje kochanie i począł
mówić:
- Jakże mi żyć bez ciebie, dziewczyno? Nie po tom tu przez rzeki i bory jechał, nie po
tom ci ślubował i służył, abym cię zaś miał utracić. Hej, nie pomoże żal, nie pomoże
płakanie, ba! i śmierć sama, bo choćby i murawa na mnie porosła, dusza o tobie nie
zapomni, by i na Pana Jezusowym dworze, by i u samego Boga Ojca na pokojach... I rzekę,
rady nie ma, a rada musi być, bo bez niej nijak! Krzypotę w kościach czuję i boleść
srogą, ale choć ty padnij pani do nóg, bo ja nie mogę - i proś o zmiłowanie nad nami.
Danusia, posłyszawszy to, prędko skoczyła do nóg księżnej i objąwszy je ramionami,
pochowała swą jasną twarz w zagięciach jej ciężkiej sukni, pani zaś zwróciła pełne
litości, ale zarazem zdziwione oczy na Zbyszka.
- W czymże ja wam mogę okazać zmiłowanie? - zapytała. -Nie puszczę dziecka do chorego
rodzica, to i gniew Boży ściągnę.
Zbyszko, który poprzednio przypodniósł się był na łożu, zesunął się znów na wezgłowie i
przez jakiś czas nie odpowiadał, gdyż mu tchu brakło. Powoli jednak począł posuwać na
piersiach jedną rękę ku drugiej, aż wreszcie złożył je jak do modlitwy.
- Odpocznij - rzekła księżna - potem zasię powiadaj, o co ci idzie, a ty, Danuśka, wstań
mi od kolan.
- Pofolguj, ale nie wstawaj i proś wraz ze mną - ozwał się Zbyszko.
Po czym jął mówić słabym i przerywanym głosem:
- Miłościwa pani... Był ci mi Jurand przeciwny w Krakowie... będzie i tu, ale gdyby
ojciec Wyszoniek dał mi ślub z Da-nuśką, to - niechby potem i jechała do Spychowa, bo mi
jej żadna moc ludzka nie odejmie...
Słowa te były dla księżny Anny czymś tak niespodzianym, że aż zerwała się z ławy, po czym
znów siadła i jakby nie rozumiejąc dobrze, o co chodzi, rzekła:
- Rany boskie!... ksiądz Wyszoniek?...
- Miłościwa pani!... Miłościwa pani! - prosił Zbyszko.
- Miłościwa pani - powtarzała za nim Danusia, obejmując znów kolana księżny.
- Jakoże to być może bez pozwoleństwa rodzicielskiego...
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional