lektory on-line

Faraon - Strona 251

Do skał nie było daleko, lecz droga nad wszelki opis uciążliwa. Trzeba było nie tylko iść
samym, ale jeszcze wyciągać z piasku konie. Wszyscy brnęli, zanurzeni powyżej kostek;
zdarzały się jednak miejsca, gdzie można było zapaść się po kolana.
A na niebie wciąż płonęło słońce, straszne słońce pustyni, którego każdy promień nie
tylko piekł i oślepiał, ale jeszcze kłuł. Najwytrwalsi Azjaci upadali ze znużenia:
jednemu spuchł język i wargi, drugi miał szum w głowie i czarne płatki w oczach, innego
ogarniała senność, wszyscy czuli ból w stawach i zatracili wrażenie upału. I gdyby
zapytano którego: czy na dworze jest gorąco? - nie potrafiłby odpowiedzieć.
Grunt znowu pod nogami stwardniał i orszak Ramzesa wszedł między skały. Książę,
najprzytomniejszy ze wszystkich, usłyszał chrapanie konia, skręcił na bok i w cieniu
rzuconym przez pagórek zobaczył gromadę ludzi leżących, jak który padł. Byli to
Libijczycy.
Jeden z nich, człowiek młody, dwudziestoletni, miał na sobie purpurową koszulkę
haftowaną; złoty łańcuch na szyi i miecz bogato oprawny. Zdawał się leżeć bez czucia;
miał oczy wywrócone białkami do góry i trochę piany w ustach. Ramzes poznał w nim
dowódcę. Zbliżył się, zerwał mu łańcuch z szyi i odczepił miecz.
Jakiś stary Libijczyk, który zdawał się być mniej zmęczonym od innych, widząc to odezwał
się:
- Choć jesteś zwycięzcą, Egipcjaninie, uszanuj książęcego syna, który był wodzem
naczelnym.
- To jest syn Musawasy? - spytał książę.
- Prawdę rzekłeś - odparł Libijczyk - to jest Tehenna, syn Musawasy, nasz wódz, który
godzien był zostać nawet egipskim księciem.
- A gdzie Musawasa?
- Musawasa jest w Glaukus i zbiera wielką armię, która nas pomści.
Inni Libijczycy nie odzywali się; nawet nie raczyli spojrzeć na swoich zwycięzców. Na
rozkaz księcia Azjaci rozbroili ich bez trudności i - sami usiedli w cieniu skały.
W tej chwili nie było tu przyjaciół ani wrogów, lecz śmiertelnie znużeni ludzie. Śmierć
czyhała na wszystkich, ale oni chcieli tylko odpocząć.
Pentuer widząc, że Tehenna wciąż jest nieprzytomny, ukląkł przy nim i pochylił mu się nad
głową, tak, że nikt nie mógł dostrzec, co robi. Wnet jednak Tehenna zaczął wzdychać,
rzucać się i otworzył oczy; potem usiadł trąc czoło, jak przebudzony z twardego snu,
który jeszcze nie odszedł.
- Tehenno, wodzu Libijczyków - rzekł Ramzes - ty i twoi ludzie jesteście jeńcami jego
świątobliwości faraona.
- Lepiej zabij mnie od razu - mruknął Tehenna -jeżeli mam utracić wolność.
- Gdy ojciec twój, Musawasa, upokorzy się i zawrze pokój z Egiptem, jeszcze będziesz
wolny i szczęśliwy...
Libijczyk odwrócił głowę i położył się obojętny na wszystko. Ramzes usiadł przy nim i po
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional