lektory on-line

Krzyżacy - Strona 26

także piękność całego kraju, przez który teraz przejeżdżali. Naokół były wsie gęste,
dostatnie, przy nich sady pełne drzew owocowych, gaje lipowe, bocianie gniazda na lipach,
a niżej ule ze słomianymi nakrywkami. Wzdłuż gościńca z jednej i drugiej strony ciągnęły
się łany zbóż wszelkich. Wiatr chwilami pochylał zielonawe jeszcze morze kłosów, wśród
którego gęsto jak gwiazdy na niebie migotały głowy modrych chabrów i jasnoczerwonych
maków. Daleko, za łanami czerniał gdzieniegdzie bór, gdzieniegdzie weseliły oczy dąbrowy
i olszyńce, skąpane w blasku słonecznym, gdzieniegdzie wilgotne łąki, pełne traw i czajek
krążących nad mokradłami, i znów wzgórza obsiadłe przez chaty, znów łany; widocznie
ziemię tę zamieszkiwał lud rojny i pracowity, rozmiłowany w roli - i dokąd wzrok sięgnął,
kraj wydawał się nie tylko mlekiem i miodem płynący, ale spokojny i szczęśliwy.
- Kazimierzowe to królewskie gospodarstwo - rzekła księżna - ale też żyć tu i nie umierać.
- I Pan Jezus się do takiej ziemi śmieje - odrzekł Mikołaj z Długolasu - i
błogosławieństwo Boże jest nad nią; ale jakoż ma być inaczej, kiedy tu, gdy zaczną bić
dzwony, to nie masz takowego kąta, do którego by odgłos nie doszedł! Wiadomo przecie, że
złe duchy, znieść tego nie mogąc, muszą aż na granicę węgierską do głuchych borów uciekać.
- To mi i dziwno - ozwała się pani Ofka, wdowa po Krystynie z Jarząbkowa - że Walgierz
Wdały, o którym zakonnicy prawili, może się w Tyńcu pokazować, gdzie siedem razy na dzień
dzwony biją.
Uwaga ta zakłopotała na chwilę Mikołaja, który też dopiero no pewnym namyśle odrzekł:
- Naprzód, wyroki boskie są niezbadane, a po wtóre, to sobie zauważcie, że on osobne
pozwoleństwo za każdym razem otrzymuje.
- A nich ta będzie, jak chce, alem rada, że w klasztorze nie nocujemy. Umarłabym chyba ze
strachu, gdyby mi się taki piekielny wielkolud pokazał.
- Hej! nie wiadomo, bo mówią, że okrutnie wdały.
- Choćby był i najurodziwszy, nie chcę ja pocałowania od takiego, któremu siarką z gęby
bucha.
- A skąd wiecie, że zaraz chciałby was całować? Na te słowa księżna, a za nią pan Mikołaj
i obaj rycerze z Bogdańca poczęli się śmiać. Śmiała się, nie rozumiejąc dlaczego, za
przykładem innych, i Danusia - zaś Ofka z Jarząbkowa zwróciła zagniewaną twarz do
Mikołaja z Długolasu i rzekła:
- Wolałabym jego niż was.
- Ej, nie wywołujcie wilka z lasu - odpowiedział wesoło Mazur - bo jędzon często i po
gościńcu między Krakowem a Tyńcem się włóczy, a szczególnie pod wieczór; nuż was usłyszy
i nuż się wam w postaci wielkoluda ukaże!
- Na psa urok! - odrzekła Ofka.
Lecz w tej chwili Maćko z Bogdańca, który, siedząc na wyniosłym ogierze, dalej mógł
widzieć niż ci, którzy siedzieli w kolasce, ściągnął lejce i rzekł:
- O, jak mi Bóg miły, a to co?
- Co takiego?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional