lektory on-line

Faraon - Strona 248

odniesione...
- Wygrywa bitwy, a potem dziwi się!... - krzyknął ktoś z orszaku.
- Mówię, że nawet nie wiem, jak wygląda bitwa... -tłomaczył się książę.
- Uspokój się, wodzu - odparł Pentuer. - Tak mądrze rozstawiłeś wojska, że nieprzyjaciele
musieli być rozbici. A w jaki sposób?... to już nie należy do ciebie, tylko do twoich
pułków.
- Nawet miecza nie wydobyłem!... Jednego Libijczyka nie widziałem!... - biadał książę.
Na południowych wzgórzach jeszcze kłębiło się i wrzało, lecz w dolinie pył zaczął opadać;
tu i owdzie jak przez mgłę widać było gromadki żołnierzy egipskich z włóczniami już
podniesionymi w górę.
Następca zwrócił konia w tamtą stronę i wjechał na opuszczone pole bitwy, gdzie dopiero
co stoczyła się walka środkowych kolumn. Był to plac szeroki na kilkaset kroków, skopany
głębokimi jamami, zarzucony ciałami rannych i poległych. Od strony, z której zbliżał się
książę, leżeli w długim szeregu, co kilka kroków, Egipcjanie, potem nieco gęściej
Libijczycy, dalej Egipcjanie i Libijczycy pomięszani ze sobą, a jeszcze dalej prawie sami
Libijczycy.
W niektórych miejscach zwłoki leżały przy zwłokach: niekiedy w jednym punkcie zgromadziło
się trzy i cztery trupy. Piasek był popstrzony brunatnymi plamami krwi; rany były
okropne: jeden wojownik miał odcięte obie ręce, drugi rozwaloną głowę do tułowia, z
trzeciego wychodziły wnętrzności. Niektórzy wili się w konwulsjach, a z ich ust, pełnych
piasku, wybiegały przekleństwa albo błagania, ażeby ich dobito.
Następca szybko minął ich nie oglądając się, choć niektórzy ranni na jego cześć wydawali
słabe okrzyki.
Niedaleko od tego miejsca spotkał pierwszą gromadę jeńców. Ludzie ci upadli przed nim na
twarze błagając o litość.
- Zapowiedzcie łaskę dla zwyciężonych i pokornych -rzekł książę do swego orszaku.
Kilku jeźdźców rozbiegło się w rozmaitych kierunkach. Niebawem odezwała się trąbka, a po
niej donośny głos:
- Z rozkazu jego dostojności księcia naczelnego wodza ranni i niewolnicy nie mają być
zabijani!...
W odpowiedzi na to odezwały się pomięszane krzyki, zapewne jeńców.
- Z rozkazu naczelnego wodza - wołał śpiewającym tonem inny głos, w innej stronie - ranni
i niewolnicy nie mają być zabijani!...
A tymczasem na południowych wzgórzach walka ustała i dwie największe gromady Libijczyków
złożyły broń przed greckimi pułkami.
Mężny Patrokles, skutkiem gorąca, jak sam mówił, czy też rozpalających trunków, jak
mniemali inni, ledwie trzymał się na koniu. Przetarł załzawione oczy i zwrócił się do
jeńców:
- Psy parszywe! - zawołał - którzy podnieśliście grzeszne ręce na wojsko jego
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional