lektory on-line

Krzyżacy - Strona 243

- Na podstęp, na zdradę, na hańbę.
- A jakoże możecie nam zabronić? W bitwie z Jurandem postradaliście poczet i wozy. Źyć
musicie tylko z łaski Zakonu -i z głodu zamrzecie, jeśli wam kawałka chleba nie rzucim. A
w dodatku: wyście jeden, nas czterech - jakoże nie pozwolicie?
- Jako nie pozwolę? - powtórzył Fourcy. - Mogę nawrócić do dworca i ostrzec księcia, mogę
przed całym światem wasze zamiary rozgłosić.
Na to spojrzeli po sobie bracia zakonni i twarze zmieniły im się w okamgnieniu.
Szczególniej Hugo de Danveld popatrzył przez długą chwilę pytającym wzrokiem w oczy
Zygfryda de Lowe, po czym zaś zwrócił się do pana de Fourcy:
- Przodkowie wasi - rzekł - sługiwali już w Zakonie - i wy chcecie do niego wstąpić, ale
my zdrajców nie przyjmujem.
- Ja zaś nie chcę ze zdrajcami służyć.
- Ejże! nie spełnicie waszej groźby. Wiecie, że Zakon umie
karać nie tylko zakonników...
A de Fourcy, którego podnieciły te słowa, wydobył miecz, lewą ręką schwycił za ostrze,
prawą dłoń położył na rękojeści i rzekł...
- Na tę rękojmię mającą kształt krzyża, na głowę świętego Dionizego, mego patrona, i na
moją rycerską cześć ostrzegę księcia mazowieckiego i mistrza.
Hugo de Danveld znów popatrzył pytającym wzrokiem na Zygfryda de Lowe, a ów przymknął
powieki, jakby dając znak, że się na coś zgadza.
Wówczas Danveld ozwał się jakimś dziwnie głuchym i zmienionym głosem:
- Święty Dionizy mógł nieść pod pachą swą uciętą głowę, ale gdy wasza raz spadnie...
- Grozicie mi? - przerwał de Fourcy.
- Nie, jeno zabijam! - odpowiedział Danveld. I pchnął go nożem w bok z taką siłą, że aż
ostrze schowało się w ciele po krzyżyk. De Fourcy zawrzasnął strasznym głosem, przez
chwilę usiłował chwycić prawą ręką miecz, który poprzednio trzymał w lewej, ale upuścił
go na ziemię, w tym samym zaś czasie pozostali trzej bracia poczęli go żgać bez litości
nożami w szyję, w plecy, w brzuch, dopóki nie spadł z konia.
Po czym nastało milczenie. De Fourcy, krwawiąc okropnie z kilkunastu ran, drgał na śniegu
i darł go powykrzywianymi przez konwulsje palcami. Spod ołowianego nieba dochodziło
tylko krakanie wron lecących z głuchych puszcz ku ludzkim siedliskom.
A następnie poczęła się śpieszna rozmowa morderców:
- Ludzie nic nie widzieli! - rzekł zdyszanym głosem Danveld.
- Nic. Poczty są na przedzie; nie widać ich - odparł Lowe.
- Słuchajcie: będzie powód do nowej skargi. Rozgłosim, że mazowieccy rycerze napadli na
nas i zabili nam towarzysza. Podniesiem krzyk - aż go w Malborgu usłyszą, że nawet na
gości książę nasadza morderców. Słuchajcie! należy mówić, iż Janusz nie tylko nie chciał
wysłuchać naszych skarg na Juranda, ale kazał zamordować skarżyciela.
De Fourcy przewrócił się tymczasem w ostatniej konwulsji
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional