lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 238

towarzyszów będzie osłaniał, dlatego też, powiem waszej mości (tu Charłamp głos zniżył),
kontent jestem, że się wymknął.
- To już mu tak ciasno było?
- Co to ciasno! Imaginuj sobie wasza mość w tej olszynie, w którejśmy go otoczyli, wilki
były i nie wymknęły się, a on się wymknął. Niech go kule biją. Kto wie, kto wie, czy nie
przyjdzie się go za połę uchwycić, bo jakoś tu koło nas kuso. Szlachta okrutnie się od
naszego księcia odwraca i wszyscy mówią, że wolą prawdziwego nieprzyjaciela, Szweda,
Tatara nawet, niż renegata. Ot, co jest! A tu precz książę pan każe coraz więcej
obywatelów łapać i więzić - co między nami rzekłszy, jest przeciw prawu i wolności.
Przywieziono dziś pana miecznika rosieńskiego...
- A? to go przywieziono?
- A jakże, i z krewniaczką. Panna jako migdał! Powinszować waszej mości !
- Gdzież ich postawiono?
- W prawym skrzydle. Zacne pokoje im dano, nie mogą się skarżyć, chyba na to, że warta
pode drzwiami chodzi. A kiedy wesele, panie pułkowniku?
- Jeszcze kapela na to wesele nie zamówiona. Bywaj waćpan zdrów!- rzekł Kmicic.
Kmicic pożegnawszy Charłampa udał się do siebie. Bezsenna noc, burzliwe jej wypadki i
ostatnie zajście z księciem zmęczyły go tak, że zaledwie na nogach mógł ustać. A przy
tym, jako ciału strudzonemu i zbitemu każde dotknięcie ból sprawia, tak on duszę miał
zbolałą. Proste pytanie Charłampa : ?Kiedy wesele?" - ubodło go dotkliwie, bo wnet
stanęła mu jako żywa przed oczyma lodowata twarz Oleńki i jej usta zaciśnięte wówczas,
gdy ich milczenie potwierdzało wyrok śmierci na niego. Mniejsza, czy słowo jej prośby
mogło go zbawić, czy pan Wołodyjowski byłby na nie zważał! Cały żal i ból, jaki Kmicic
odczuwał w tej chwili,tkwił w tym, że ona nie wymówiła tego słowa. A przecie po dwakroć
poprzednio nie wahała się go ratować. Takaż to już przepaść była między nimi, tak dalece
wygasła w jej sercu nie już miłość, lecz prosta życzliwość, którą nawet dla obcego mieć
można, prosta litość, którą dla każdego mieć trzeba? Im więcej myślał nad tym Kmicic, tym
okrutniejszą wydawała mu się Oleńka, tym większy czuł do niej żal, tym głębszą urazę. -
Cóżem takiego uczynił- pytał sam siebie-aby mną tak, jak przeklętym przez kościół,
pogardzano? Choćby i źle było Radziwiłłowi służyć, to przecie czuję się w tym niewinnym,
bo z ręką na sumieniu powiedzieć mogę, że nie dla promocyj, nie dla zysków, nie dla
chlebów mu służę, jeno że korzyść dla ojczyzny w tym widzę - za cóż bez sądu mnie
potępiono?...
- Dobrze, dobrze! Niechże tak będzie! Nie pójdę z win nie popełnionych się oczyszczać ani
miłosierdzia prosić! - powtarzał sobie po tysiąc razy.
A jednak ból nie ustawał, owszem, wzmagał się coraz bardziej. Wróciwszy do swych komnat
rzucił się pan Andrzej na łoże i próbował zasnąć, lecz mimo całego umęczenia nie mógł. Po
chwili wstał i począł chodzić po komnacie. Od czasu do czasu ręce do czoła przykładał i
mówił do siebie głośno:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional