lektory on-line

Faraon - Strona 238

Ramzesie tkwi materiał na genialnego wojownika.
Rozpuszczone pułki libijskie, rabując po drodze, bardzo prędko dotarły do swej ojczyzny;
tym łatwiej że Herhor nie kazał stawiać im przeszkód. Najpierwsi zaś spomiędzy
wypędzonych stanąwszy na libijskiej ziemi niestworzone rzeczy opowiadali swoim rodakom.
Według ich relacji, dyktowanych przez gniew i interes osobisty, Egipt był dziś tak
osłabiony jak w epoce najścia Hyksosów, przed dziewięciuset laty. Skarb faraona był tak
pusty, że równy bogom władca musiał rozpuścić ich, Libijczyków, którzy przecie stanowili
najlepszą, jeżeli nie jedyną część armii. Armii zresztą prawie nie było, chyba garstka na
wschodniej granicy, a i to lada jakich żołnierzy.
Oprócz tego między jego świątobliwością i kapłanami panowała niezgoda; robotnikom nie
wypłacano zasług, a chłopów wprost duszono podatkami; przez co masy ludu były gotowe do
buntu, byle znalazła się pomoc. I jeszcze nie dosyć: albowiem nomarchowie, którzy kiedyś
byli niezależnymi władcami i od czasu do czasu przypominali sobie swoje prawa, dziś
widząc słabość rządu przygotowują się do obalenia i faraona, i najwyższej rady
kapłańskiej.
Wieści te jak stado ptaków rozleciały się po libijskim wybrzeżu i - natychmiast znalazły
wiarę. Bandyci i barbarzyńcy zawsze byli gotowi do napadu, a tym więcej dziś, gdy
eks-żołnierze i eks-oficerowie jego świątobliwości zapewniali ich, że zrabowanie Egiptu
jest rzeczą bardzo łatwą. Zamożni i rozsądni Libijczycy również uwierzyli wypędzonym
legionistom; od wielu już bowiem lat nie było dla nich tajemnicą, że szlachta egipska
ubożeje, że faraon nie ma władzy, że chłopi i robotnicy dopuszczają się z nędzy buntów.
I otóż w całej Libii wybuchnął zapał. Wypędzonych żołnierzy i oficerów witano jak
głosicieli dobrej nowiny. A ponieważ kraj był ubogi i nie miał zapasów do podejmowania
gości, uchwalono więc natychmiast wojnę z Egiptem, ażeby jak najrychlej pozbyć się
przybyszów.
Nawet chytry i mądry książę libijski, Musawasa, dał się porwać ogólnemu prądowi. Jego
jednak nie przekonali imigranci, ale jacyś ludzie poważni i dostojni, a według wszelkiego
prawdopodobieństwa - agenci najwyższej rady egipskiej.
Ci dygnitarze, niby to niezadowoleni ze stanu rzeczy w Egipcie, niby to obrażeni na
faraona i kapłanów, przyjechali do Libii od strony morza, kryli się przed gawiedzią,
unikali stosunków z wypędzonymi żołnierzami, a Musawasie tłomaczyli pod największym
sekretem i z dowodami w rękach, że - teraz właśnie powinien napaść na Egipt.
- Znajdziesz tam - mówili - bezdenny skarbiec i spiżarnię dla siebie, dla swoich ludzi i
dla wnuków waszych wnuków.
Musawasa - choć przebiegły wódz i dyplomata - dał się złapać. Jako człowiek energiczny,
natychmiast ogłosił przeciw Egiptowi świętą wojnę i - mając pod ręką tysiące dzielnych
wojowników, pchnął pierwszy korpus ku wschodowi, pod dowództwem swego syna,
dwudziestoletniego Tehenny.
Stary barbarzyniec znał wojnę i rozumiał, że kto chce zwyciężyć, musi działać szybko,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional