lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 234

bolesno to jest widzieć kawalera z zacnej krwi, zdrajcy przeciw ojczyźnie pomagającego.
- Namyśl się więc waćpan dobrze - rzekł Kmicic - bo z góry zapowiadam, że nie gdzie
indziej, jeno do Radziwiłła wrócę!
- Przystań do nas, niech piorun w tego kiejdańskiego tyrana trzaśnie!-zawołał Zagłoba. -
Będziesz nam przyjacielem i towarzyszem najmilszym, a ojczyzna matka przebaczy ci, coś
przeciw niej zawinił!
- Za nic! - rzekł z energią Kmicic. - Bóg to rozsądzi, kto lepiej ojczyźnie służy, czy wy
wojnę domową na własną odpowiedzialność wszczynając, czy ja służąc panu, który sam jeden
uratować tę nieszczęsną Rzeczpospolitą może. Idźcie w swoją drogę, ja pójdę w swoją! Nie
pora was nawracać i na nic ta robota, jeno to wam z głębi duszy mówię: wy to ojczyznę
gubicie, wy w poprzek jej ratunkowi stajecie. Zdrajcami was nie nazwę, bo wiem, że
intencje wasze zacne, ale, ot! co jest: ojczyzna tonie. Radziwiłł jej rękę wyciąga, a wy
mieczami tę rękę bodziecie i w zaślepieniu zdrajcami czynicie jego i tych wszystkich,
którzy przy niej stawają.
- Dla Boga! - rzekł Zagłoba - gdybym nie widział, jakeś waćpan rezolutnie szedł na
śmierć, myślałbym, że strach zmysły ci pomieszał. Komużeś przysięgał: Radziwiłłowi czy
Janowi Kazimierzowi? Szwecji czy Rzeczypospolitej? Zmysły waćpan straciłeś!
- Wiedziałem, że na nic się nie przyda was nawracać!... Bądźcie zdrowi!
- Czekaj no jeszcze -rzekł Zagłoba - bo tu o ważną rzecz chodzi.
Powiedz no, panie kawalerze, czy Radziwiłł przyrzekł ci, że nas oszczędzi, gdyś go o to w
Kiejdanach prosił?
- Tak jest! - rzekł Kmicic. - Mieliście przez czas wojny w Birżach zostawać.
- Poznajże twojego Radziwiłła, który nie tylko ojczyznę, nie tylko króla, ale własnych
sług zdradza. Oto jest pismo do komendanta birżańskiego, którem znalazł przy oficerze nad
konwojem komendę mającym. Czytaj!
To rzekłszy pan Zagłoba podał list hetmański Kmicicowi. Ów wziął go do rąk i począł
przebiegać oczyma. a w miarę jak czytał, krew mu napływała do twarzy i rumieniec wstydu
za swego wodza coraz silniej oblewał czoło.
Nagle zmiął list w ręku i rzucił na ziemię.
- Bądźcie zdrowi! - rzekł. - Lepiej mi było zginąć z rąk waszych!
I wyszedł z izby.
- Mości panowie - rzekł po chwili milczenia Skrzetuski - trudna z tym człowiekiem sprawa,
bo jako Turek w swego Mahometa, tak on wierzy w swego Radziwiłła. Sam myślałem jako i wy,
że mu dla korzyści albo dla ambicji służy, ale to tak nie jest. Nie zły to człowiek, jeno
obłąkany.
- Jeśli swego Mahometa dotąd wyznawał- rzekł Zagłoba -tom diablo w nim ową wiarę
podkopał. Widzieliście, jak nim rzuciło, skoro list przeczytał. Będzie tam między nimi
szarwark niemały, bo to kawaler gotów samemu diabłu, nie tylko Radziwiłłowi do oczu
skoczyć. Jak mi Bóg miły, żeby mi kto stado tureckie darował, nie ucieszyłbym się tak,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional