lektory on-line

Krzyżacy - Strona 233

ujrzeli, gdyż Bóg to wie, co z wami będzie.
- A co powiada ksiądz Wyszoniek? - zapytał Zbyszko.
- Ksiądz Wyszoniek powiada, że pokaże się to na nowiu, a do nowiu jeszcze cztery dni.
- Hej! to nie trzeba ci do Bogdańca. Albo zamrę przedtem, nim stryk nadąży, albo
ozdrowieję.
- Posłalibyście choć pismo do Bogdańca. Sanderus czysto wszystko wypisze. Będą
przynajmniej o was wiedzieć i bogdąj na mszę dadzą.
-Daj mi teraz spokój, bom słaby. Jeśli zamrę, wrócisz do Zgorzelic i powiesz, jak co było
- wtedy dadzą na mszę. A mnie tu pochowają albo w Ciechanowie.
- Chyba że w Ciechanowie albo w Przasnyszu, bo w boru jeno Kurpie się grzebią, nad
którymi wilcy wyją. Słyszałem też od służby, że książę za dwa dni razem ze dworem do
Ciechanowa, a potem do Warszawy wraca.
- Przecież mnie tu nie ostawią - odrzekł Zbyszko. Jakoż odgadł, bo księżna tegoż dnia
jeszcze udała się do księcia z prośbą, aby pozwolił jej zabawić w puszczańskim dworcu
wraz z Danusią, z pannami służebnymi i z księdzem Wyszońkiem, który przeciwny był
prędkiemu przewożeniu Zbyszka do Przasnysza. Pan de Lorche miał się po dwóch dniach
znacznie lepiej i począł wstawać, dowiedziawszy się jednak, że "damy" zostają, pozostał
także, aby towarzyszyć im w drodze powrotnej i w razie napadu Saracenów bronić ich od
złej przygody. Skąd się mieli wziąć owi Saraceni - tego pytania nie zadawał sobie mężny
Lotaryńczyk. Nazywano tak wprawdzie na dalekim Zachodzie Litwinów- od nich jednak nie
mogło grozić żadne niebezpieczeństwo córce Kiejstuta, rodzonej siostrze Witolda, a
stryjecznej potężnego "króla krakowskiego", Jagiełły. Ale pan de Lorche zbyt długo bawił
między Krzyżaki, aby mimo wszystkiego, co na Mazowszu słyszał i o chrzcie Litwy, i o
połączeniu dwu koron na głowie jednego władcy, nie miał przypuszczać, że od Litwinów
zawsze wszystkiego złego można się spodziewać. Tak mówili Krzyżacy, a on jeszcze nie
całkiem stracił wiarę w ich słowa.
Ale tymczasem zaszedł wypadek, który padł cieniem między gości krzyżackich i księcia
Janusza. Na dzień przed wyjazdem dworu przybyli dwaj bracia Gotfryd i Rotgier, którzy
byli zostali poprzednio w Ciechanowie, a z nimi przyjechał niejaki pan de Fourcy jako
zwiastun niepomyślnej dla Krzyżaków nowiny. Oto zdarzyło się, że goście zagraniczni
bawiący u starosty krzyżackiego w Lubawie, a więc on, pan de Fourcy, a dalej pan de
Bergow i pan Majneger, obaj z rodzin poprzednio już w Zakonie zasłużonych, nasłuchawszy
się wieści o Jurandzie ze Spychowa, nie tylko się ich nie ulękli, ale postanowili wywabić
w pole słynnego wojownika, aby przekonać się, czy rzeczywiście jest tak straszny, za
jakiego go głoszą. Starosta sprzeciwiał się wprawdzie, powołując się na pokój między
Zakonem a księstwami mazowieckimi, w końcu jednak, może w nadziei, iż uwolni się od
groźnego sąsiada, nie tylko postanowił patrzeć przez szpary na wyprawę, ale i knechtów
zbrojnych na nią pozwolił. Rycerze posłali wyzwanie Jurandowi, który je skwapliwie
przyjął pod warunkiem, że ludzi odprawią, a samotrzeć z nim i dwoma towarzyszami będą się
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional