lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 232

- Dobrze! - rzekł szlachcic.
I wyszedł z komnaty.
Po chwili rozległ się jego krzyk przeraźliwy. Rycerze skoczyli za głosem, nie rozumiejąc,
co się stało, zbiegła się też służba ze światłem, i ujrzano pana miecznika dźwigającego
Oleńkę, którą był znalazł leżącą bez zmysłów na podłodze.
Wołodyjowski skoczył mu pomagać a obaj złożyli ją na sofie, nie dającą znaków życia.
Zaczęto cucić. Nadbiegła stara klucznica z kordiałami i wreszcie panienka otworzyła oczy.
- Nic tu po waćpanach - rzekła stara klucznica. - Idźcie do tamtej izby, a my damy już
sobie rady.
Miecznik wyprowadził gości.
- Wolałbym, żeby tego wszystkiego nie było - mówił skłopotany gospodarz. -Waszmościowie
moglibyście zabrać ze sobą tego nieszczęśnika i gdzieś tam po drodze go zgładzić, a nie u
mnie. Jakże tu teraz jechać, jak uciekać, gdy dziewka ledwie żywa?... Gotowa się
rozchorować.
- Stało się -rzekł Wołodyjowski. - Wsadzim pannę w kolaskę, bo uciekać waćpaństwo
musicie, gdyż zemsta radziwiłłowska nikogo nie oszczędza.
- Może też i panna do sił wprędce przyjdzie? - rzekł Jan Skrzetuski.
- Kolaska wygodna jest gotowa i zaprzężona, bo Kmicic ją ze sobą przyprowadził - rzekł
Wołodyjowski. - Idź waćpan, panie mieczniku, powiedz pannie, jak się rzecz ma i że nie
można ucieczki zwłóczyć, niech siły zbierze. My musimy jechać, a do jutra rana mogą tu
radziwiłłowscy nadciągnąć.
- Prawda - rzekł miecznik - idę!
Poszedł i po pewnym czasie wrócił z krewniaczką, która nie tylko siły odzyskała, ale była
już przybrana do drogi. Na twarzy jeno miała silne rumieńce i oczy błyszczące gorączkowo.
- Jedźmy, jedźmy!... - powtórzyła wszedłszy do izby.
Wołodyjowski wyszedł na chwilę do sieni, by ludzi wysłać po kolaskę, po czym wrócił i
wszyscy poczęli się zbierać do drogi.
Zanim upłynął kwadrans, za oknami rozległ się hurkot kół i tupotanie kopyt końskich po
bruku, którym droga przed gankiem była wymoszczona.
- Jedźmy! -rzekła Oleńka.
- W drogę! -zawołali oficerowie.
Wtem drzwi roztwarły się na rozcież i pan Zagłoba wpadł jak bomba do komnaty.
- Wstrzymałem egzekucję! - zakrzyknął.
Oleńka z rumianej zrobiła się w jednej chwili biała jak kreda; zdawało się, że znów
zemdleje, lecz nikt nie zwrócił na nią uwagi, bo wszystkie oczy zwrócone były na Zagłobę,
który oddychał tymczasem jak wieloryb, starając się dech złapać.
- Wstrzymałeś waćpan egzekucję? - pytał zdziwiony Wołodyjowski.- A to czemu?
- Czemu?... Niech odsapnę... Oto temu, że gdyby nie ów Kmicic, że gdyby nie ów zacny
kawaler, to byśmy wszyscy, jak tu jesteśmy, wisieli wypaproszeni na kiejdańskich
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional