lektory on-line

Krzyżacy - Strona 228

barłogów i kilka niedźwiedzi, które zbudzone w ten sposób chodziły po gąszczach, złe,
głodne i czujne, domyślając się, ze wkrótce przyjdzie im stoczyć walkę nie o spokojny sen
zimowy, ale o życie.
Trzeba było jednak czekać długo, gdyż ludzie, którzy parli zwierza ku klamrom otoki i ku
polanie, zajęli ogromny szmat boru i szli z tak daleka, że do uszu myśliwych nie
dochodziło nawet szczekanie psów, które zaraz po odezwaniu się trąb spuszczone zostały ze
smyczy. Jeden z nich, spuszczony widocznie za wcześnie albo też włóczący się luzem za
chłopami, ukazał się na polanie i przebiegłszy ją całą z nosem ku ziemi, przeszedł między
myśliwcami. I znów uczyniło się pusto i cicho, tylko nawrotnicy krakali ciągle jak krucy,
dając w ten sposób znać, że wkrótce robota się rozpocznie. Jakoż po upływie kilku
pacierzy na skraju pojawiły się wilki, które jako najczujniejsze pierwsze usiłowały się
wynieść z obierzy. Było ich kilka. Ale wypadłszy na polanę i zawietrzywszy wokół ludzi,
dały znów nurka w bór, szukając widocznie innego wyjścia. Potem dziki, wynurzywszy się z
kniei, poczęły biec długim, czarnym łańcuchem przez zaśnieżoną przestrzeń, podobne z dala
do swojskiej trzody chlewnej, która na wołanie gospodarnej niewiasty zdąża, trzęsąc
uszyma, ku chacie. Ale łańcuch ów zatrzymywał się, słuchał, wietrzył - zawracał i znów
słuchał; wyboczył ku sieciom i poczuwszy nawrotników, znów puścił się ku myśliwym,
chrapiąc, zbliżając się coraz ostrożniej, ale coraz bardziej, póki wreszcie nie rozległ
się szczęk żelaznych zastawników przy kuszach, warkot grotów i póki pierwsza krew nie
splamiła białej śnieżystej podścieli.
Wówczas rozległ się okrzyk i stado rozproszyło się, jakby w nie piorun uderzył; jedne
poszły na oślep przed siebie, drugie rzuciły się ku sieciom, inne poczęły biegać to w
pojedynkę, to po kilka, mieszając się z innym zwierzem, od którego zaroiła się tymczasem
polana. Już też dochodziły wyraźnie do uszu głosy rogów, ujadanie psów i daleki gwar
ludzi idących w głównej ławie z głębi boru. Mieszkańcy leśni, odpędzani z boków przez
rozciągnięte szeroko w puszczy skrzydła otoki, zapełniali coraz szczelniej leśną łąkę.
Nic podobnego nie można było zobaczyć nie tylko w krajach zagranicznych, ale nawet i w
innych ziemiach polskich, w których nie było już takich puszcz jak na Mazowszu. Krzyżacy,
chociaż bywali na Litwie, gdzie czasem zdarzało się, że żubry, uderzając na wojsko,
sprawiały w nim zamieszanie* - dziwili się nie-pomału tej niezmiernej ilości zwierza, a
zwłaszcza dziwił się pan de Lorche. Stojąc przy księżnie i dworkach jak żuraw na straży,
a nie mogąc się z żadną rozmówić, począł on już był nudzić się. marznąć w swej żelaznej
zbroi i mniemać, że łowy chybiły. Aż oto ujrzał przed sobą całe stada lekkonogich sarn,
płowych jeleni i łosiów o łbach ciężkich, ukoronowanych, pomieszane z sobą, wichrzące po
polanie, oślepione trwogą i szukające na próżno wyjścia. Księżna, w której na ten widok
zagrała Kiejstutowa, ojcowska krew, wypuszczała grot za grotem w ową pstrą ciżbę,
pokrzykując z radości za każdym razem, gdy ugodzony jeleń lub łoś wspinał się w pędzie do
góry, a następnie walił się ciężko i kopał śnieg nogami. Inne dwórki pochylały też często
twarze ku kuszom, albowiem wszystkie ogarnął zapał myśliwski. Jeden tylko Zbyszko nie
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional