lektory on-line

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz - Strona 214

już zdarzyło się poprzednio, pierwszy lepszy oddział pretorianów, napotkany w drodze, podda się
pod jego rozkazy.
I po chwili obaj z Chilonem ruszyli przez Pagus Janiculensis ku drodze Tryumfalnej. Na otwartych
miejscach były i tu obozowiska, przeciskali się jednak przez nie z mniejszym trudem, albowiem
większa część mieszkańców uciekała ku morzu drogą Portową. Za bramą Septymiańską jechali
między rzeką a wspaniałymi ogrodami Domicji, których potężne cyprysy świeciły czerwono od
pożaru jakby od zorzy zachodniej. Droga stawała się wolniejsza, czasem tylko przychodziło im
walczyć z prądem napływającego wieśniactwa. Winicjusz popędzał, o ile mógł, muła, Chilo zaś, jadąc
tuż za nim, rozmawiał przez całą drogę sam ze sobą:
„Oto pożar został za nami i teraz grzeje nas w plecy. Nigdy jeszcze na tej drodze nie było tak widno
w nocy. O Zeusie! Jeśli nie spuścisz ulewy na ten pożar, to znać, że nie kochasz Rzymu. Moc ludzka
nie zagasi tego ognia. Takie miasto, któremu służyła Grecja i cały świat! A teraz pierwszy lepszy
Grek będzie mógł prażyć swój bób w jego popiołach! Kto by się tego spodziewał!… I nie będzie już
Rzymu ni panów rzymskich… A kto zechce chodzić po zgliszczach, gdy wystygną, i świstać, ten
będzie świstał bezpiecznie. O bogowie! Świstać nad takim światowładnym miastem! Kto by z
Greków albo nawet z barbarzyńców mógł się tego spodziewać?… A jednak można świstać, bo kupa
popiołu, czy zostanie po ognisku pastuchów, czy po spalonym grodzie, jest tylko kupą popiołów,
którą prędzej czy później wiatr rozwieje.”
Tak mówiąc obracał się chwilami w stronę pożaru i patrzył na falę ognia z twarzą zarazem złą i
radosną. Po czym mówił dalej:
„Ginie! Ginie! I nie będzie go już więcej na ziemi. Gdzie teraz świat będzie wysyłał swoje zboże,
swoją oliwę i swoje pieniądze? Kto mu będzie wyciskał złoto i łzy? Marmur nie pali się, ale kruszeje
w ogniu. Kapitol pójdzie w gruzy i Palatyn w gruzy. O Zeusie! Rzym był jako pasterz, a inne ludy jako
owce. Gdy pasterz był głodny, zarzynał jedną z owiec, zjadał mięso, a tobie, ojcze bogów, ofiarował
skórę. Kto, o Chmurowładny, będzie teraz zarzynał i w czyje ręce złożysz bicz pasterski? Bo Rzym
gorzeje, ojcze, tak dobrze, jakbyś go sam zapalił piorunem”.
— Śpiesz się! — naglił Winicjusz. — Co tam robisz?
— Płaczę nad Rzymem, panie — odpowiedział Chilo. — Takie Jowiszowe miasto!…
I czas jakiś jechali w milczeniu, wsłuchując się w huk pożogi i w szum skrzydeł ptasich. Gołębie,
których mnóstwo gnieździło się przy willach i po miasteczkach Kampanii, a zarazem i wszelkiego
rodzaju polne ptaki znad morza i z gór okolicznych, biorąc widocznie blask pożaru za światło
słoneczne, leciały całymi stadami na oślep w ogień.
Winicjusz pierwszy przerwał milczenie:
— Gdzie byłeś, gdy pożar wybuchnął?
— Szedłem do mego przyjaciela Eurycjusza, panie, który trzymał kram przy Wielkim Cyrku, i
rozmyślałem właśnie nad nauką Chrystusa, gdy poczęto wołać: „Ogień!” Ludzie gromadzili się koło
cyrku dla ratunku i przez ciekawość, ale gdy płomienie ogarnęły cały cyrk, a prócz tego poczęły się
ukazywać naraz i w innych miejscach, trzeba było myśleć o własnym ocaleniu.
— Czy widziałeś ludzi rzucających pochodnie do domów?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, Alfabud, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie.

Valid XHTML 1.0 Transitional