lektory on-line

Krzyżacy - Strona 213

następnie Zbyszko wymienił, kto jest, jakiego herbu, zawołania i skąd na dwór mazowiecki
podąża, długowłosy zaś rycerz oznajmił, iż zowie się Jędrek z Kropiwnicy i gości księciu
wiedzie: brata Gotfryda, brata Rotgiera oraz pana Fulka de Lorche z Lotaryngii, który u
Krzyżaków bawiąc, chce księcia mazowieckiego, a zwłaszcza księżnę, córkę sławnego
"Kynstuta", na własne oczy obaczyć.
Przez ten czas, gdy wymieniano ich nazwiska, rycerze zagraniczni, siedząc prosto na
koniach, pochylali raz po raz przybrane w żelazne hełmy głowy, sądząc bowiem ze świetnej
zbroi Zbyszkowej, mniemali, że książę kogoś znacznego, może krewnego lub syna, na
spotkanie ich wysłał. Jędrek zaś z Kropiwnicy mówił dalej:
- Komtur, jakobyście po naszemu rzekli: starosta z Jansbor-ku, bawi w gościnie u księcia,
któremu rozpowiadał o tych trzech rycerzach, jako mają żywną ochotę przybyć, ale nie
śmią, a zwłaszcza ów rycerz z Lotaryngii, on bowiem z daleka będąc, mniemał, że za
krzyżacką granicą zaraz mieszkają Saraceny, z którymi wojna nie ustaje. Książę, jako
ludzki pan, wnet mnie na granicę posłał, abym ich bezpiecznie wśród zamków przeprowadził.
- To bez waszej pomocy nie mogliby przejechać?
- Jest nasz naród okrutnie na Krzyżaków zawzięty, a to z przyczyny nie tyle ich napaści -
bo i my do nich zaglądamy, ile z przyczyny wielkiej ich zdradliwości, że to, jeśli cię
Krzyżak obłapi, a z przodu w gębę cię całuje, to z tyłu gotów cię w tym samym czasie
nożem żgnąć, któren obyczaj zgoła jest świński i nam Mazurom przeciwny... ba! jużci!...
Pod dach i Niemca każdy przyjmie, i gościowi krzywdy nie uczyni, ale na drodze rad mu
zastąpi. A są i tacy, którzy nic innego nie czynią, przez pomstę alibo dla chwały, którą
daj Bóg każdemu.
- Którenże jest między wami najsławniejszy?
- Jest jeden taki, że lepiej by Niemcu śmierć obaczyć niż jego; zowie się Jurand ze
Spychowa.
Zadrgało w młodym rycerzu serce, gdy usłyszał to nazwisko - i wraz postanowił pociągnąć
Jędrka z Kropiwnicy za język.
-Wiem! - rzekł - słyszałem: to ów, którego córka Danuta dwórką księżny była, póki się nie
wydała.
I to rzekłszy, począł pilnie patrzyć w oczy mazowieckiego rycerza, tamując prawie dech w
piersiach, ów zaś odrzekł z wielkim zdziwieniem:
- A wam to kto powiadał? Dyć to młódka. Bywa po prawdzie, że i takie wychodzą za mąż, ale
Jurandówna nie wyszła. Sześć dni temu, jak wyjechałem z Ciechanowa i widziałem ją przy
księżnie. Jakoże jej w adwencie wychodzić?
Zbyszko, słysząc to, wytężył całą siłę woli, by nie pochwycić Mazura za szyję i nie
zakrzyknąć mu: "Bóg ci zapłać za nowinę!" - pohamował się jednak i rzekł:
- Bo słyszałem, że ją Jurand komuś oddał.
- Księżna chciała ją oddać, nie Jurand, jeno przeciw woli Jurandowej nie mogła. Chciała
ją oddać jednemu rycerzowi w Krakowie, który dziewce ślubował i którego ona miłuje.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional