lektory on-line

Chłopi - Władysław Reymont - Strona 205

Zmilkli wszyscy, jeno ślipia obleciały po sobie, a kobiety się sczerwieniły powstrzymując śmiech. Nie pomiarkował i jakby rad wieści, powiedział spokojnie:
— Dobrze, co powraca; może przestaną obgadywać Tereskę.
Jaże łyżki zawisły nad michą, tak się zdumieli, a on tocząc zuchwałymi ślepiami dodał:
— Wiecie, jak jej nie szczędzą. Nic mi do niej, chociaż mi powinowata z ojcowej strony, ale żeby tak na mnie padło, dobrze bym pleciuchom gęby pozatykał: zapamiętaliby! A już kobiety la drugich najgorsze: niechby najbielsza, nie przepuszczą i błotem obwalą.
— Pewnie co tak, pewnie! — przywtórzyli wbijając oczy w michę.
— Byliście już u Boryny? — zagadnął niespokojnie.
— Dyć zbieram się i zbieram, a co dnia cosik przeszkodzi.
— Za wszystkich cierpi, a nikto o nim nie pamięta.
— Zaglądałeś to do niego? co?
— Hale, pójdę sam, to powiedzą, co do Jagny ciągnę.
— Cie! uważny kiej dziewka po przypadku — mruknęła stara Agata, siedząca pod płotem z miseczką na kolanach.
— A bo mi już obmierzły szczekania.
— I wilk się statkuje, kiej mu kły spróchnieją — śmiał się Kłąb.
— Albo kiej się za barłogiem rozgląda — podpowiedział Mateusz.
— Ho, ho, to ino patrzeć, jak do której z wódką poślesz — żartował Kłębiak.
— Właśnie, cięgiem już deliberuję, do której by przepić.
— Prędko wybieraj, a w druhny me proś, Mateusz — pisknęła Kasia, najstarsza.
— Cóż, kiej niełacno: wszyćkie zarówno wybrane i jedna w drugą najlepsze. Magdusia najbogatsza, ale już przez zębów i ze ślepiów jej cieknie; Ulisia niby kwiat, jeno co ma jedno biedro grubsze i beczkę kapusty we wianie; Franka z przychówkiem; Marysia zbyt szczodra dla parobków; Jewka, choć ma całe sto złotych samą koprowiną, wałkoń, pod pierzyną cięgiem wyleguje. A wszystkie by tłusto jadły, słodko popijały i nic nie robiły. Czyste złoto takie dzieuchy! A zaś jeszcze drugie mają la mnie za krótkie pierzyny.
Gruchnęli śmiechem, jaże się gołębie porwały z dachów.
— Prawdę mówię. Przymierzałem u niejednej, ledwie mi do pół łyst sięgają, jakże bym to zimą wyspał? cheba w butach, co?…
Zgromiła go Kłębowa, iż zbereżeństwa gada przy dzieuchach.
— La śmiechu jeno mówię. Przeciek powiedają, co poczciwe żarty nie szkodzą i pod pierzyną.
Ale dziewczyny rozczapierzyły się kiej te jendyczki.
— Hale, jaki przebierny!… będzie się tu przekpiwał ze wszystkich! Kiej ci w Lipcach mało, na drugich wsiach se szukaj! — jazgotały.
— Jest ich w Lipcach, jest: przeciek łacniej o dostałą pannę niźli o całą złotówkę. Po dydku i już z ojcowym litkupem je przedają. Bych jeno kupce się nalazły! Tyle tego, jaże się wieś trzęsie od skrzeków pannowych, wszyćkie gotowe pod kozik, że co sobota w każdej chałupie już od świtania pucują się do czysta, kosy we wstęgi pletą i kokoszki po sadach gonią, bych je ponieść Żydowi na gorzałkę, a od samego połednia jeno zza węgłów patrzą, czy z której strony swaty nie ciągną. Widziałem, które i z dachów zapaskami powiewały wrzeszcząc: „Do mnie, Maciuś, do mnie!” Zaś matki wtórzyły: „Do Kasi przódzi, Maciusiu, do Kasi! Syrek i mendel jajków przyłożę do wiana! Do Kasi!”
Rozpowiadał uciesznie, jaże chłopaki kładły się ze śmiechu, jeno Kłębianki podniesły wrzask na niego, że stary krzyknął:
— Cichojta! skrzeczą kiej te sroki na deszcz.
Nie zaraz się uspokoili, więc by przerwać te przekpinki, zapytał:
— Byłeś to, Mateusz, przy wójtowej wojnie?
— Nie. Mówili, co Kozłom sielnie się dostało.
— Że już lepiej nie można. Strach, jak wyglądali! Wójt se pozwolił, no!…
— Gromadzki chleb tak go roznosi, to i bryka.
— Głównie, co się nikogo nie boja. Któż to mu stanie na sprzeciw? Drugi za taką sztukę dobrze by zapłacił, ale jemu włos z głowy nie spadnie. Z urzędnikami się zna, to w powiecie mocen wszystko, co ino zechce…
— Bośta barany, że dacie takiemu przewodzić nad sobą! Poniewiera i wynosi się nad wszystkie, a oni go dziw po nogach nie całują!
— Sami go wybralim nad sobą, to i uważać musim.
— Kto go wsadził, ten i zesadzić może.
— Dyć nie krzycz, Mateusz, jeszcze się rozniesie.
— A doniesą mu, to będzie wiedział. Niech me ino zaczepi!
— Maciej chory, to kto mu inszy poredzi? Każden się waguje iść na pierwszego, bo każden ledwie swoim biedom wydoli — szepnął stary podnosząc się z ławy.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional