lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 21

- A niech i cała chorągiew ciotek nadciągnie, nie zaprę się ochoty!
- Wstańże waćpan.
- Już wstaję.
- Siadaj waćpan.
- Już siedzę.
- Zdrajca z waćpana, Judasz!
- A nieprawda, bo jak całuję, to szczerze!... Chcesz się przekonać?
- Ani się waćpan waż!
Panna Aleksanara śmiała się jednak, a od niego aż łuna biła młodości i wesołości. Nozdrza
mu latały jak młodemu źrebcowi szlachetnej krwi.
- Aj! aj! - mówił -co to za oczki, jakie liczko! Ratujcież mnie, wszyscy święci, bo nie
usiedzę!
- Nie trzeba wszystkich świętych wzywać. Siedziałeś waćpan cztery lata, aniś tu zajrzał,
to siedź i teraz!
- Ba! znałem jeno konterfekt. Każę tego malarza w smołę, a potem w pierze wsadzić i po
rynku w Upicie biczem pędzać. Już powiem wszystko szczerze: chcesz waćpanna, to przebacz!
- nie, to szyję utnij! Myślałem sobie tedy na ów konterfekt poglądając: głaka, gadzina,
bo gładka, ale gładkich nie brak na świecie - mam czas! Ojciec nieboszczyk napędzał, żeby
to jechać, a ja zawsze jedno: Mam czas! żeniaczka nie przepadnie! panny na wojnę nie
chodzą i nie giną. Nie przeciwiłem się ze wszystkim woli ojcowskiej, Bóg mi świadek, ale
chciałem wpierw wojny zażyć, jakoż na własnej skórze praktykowałem. Teraz dopiero
poznaję, żem był głupi, bo mogłem i żeniaty na wojnę iść, a tu mnie delicje czekały.
Chwała Bogu, że całkiem mnie nie usiekli. Pozwól waćpanna rączki ucałować.
- Lepiej nie pozwolę.
- Tedy nie będę pytał. U nas w Orszańskiem mówią: ?Proś, a nie dają, to sam weź!"
Tu pan Andrzej przypił się do rączki panienki i całować ją począł, a panienka nie
wzbraniała zanadto, żeby nieżyczliwości nie okazać.
Wtem weszła panna Kulwiecówna i widząc, co się dzieje, podniosła oczy do góry. Nie zdała
jej się ta konfidencja, ale nie śmiała strofować, natomiast zaprosiła na wieczerzę.
Poszli tedy oboje, wziąwszy się pod ręce jakby rodzeństwo, do jadalnej izby, w której
stał stół nakryty, a na nim wszelkich potraw obficie, zwłaszcza wędlin wybornych, i
omszały gąsiorek wina moc dającego. Dobrze było ze sobą młodym, raźno i wesoło. Panna już
była po wieczerzy, więc tylko pan Kmicic zasiadł i jeść począł z tą samą żywością, z jaką
przedtem rozmawiał.
Oleńka spoglądała nań z boku, rada, że je i pije, potem zaś, gdy nasycił pierwszy głód,
zaczęła znów wypytywać:
- To waćpan nie spod Orszy jedziesz?
- Bo ja wiem skąd?!. . Dziś tu bywałem, jutro tam! Takem pod nieprzyjaciela podchodził
jako wilk pod owce i co tam można było urwać, tom urywał.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional