lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 194

- Bardzoś to roztropnie wykalkulował, ale przecie, gdzie ojca nie ma, tam Pismo mówi:
wuja słuchał będziesz. Jest to jakby rodzicielska władza, której grzech, Rochu, się
sprzeciwić... Bo nawet i to zauważ, że kto się ożeni, ten snadnie ojcem być może; ale w
wuju płynie ta sama krew, co w matce. Nie jestem ci wprawdzie bratem twej matki, ale moja
babka musiała być ciotką twej babki; więc poznaj to, że powaga kilku pokoleń we mnie
spoczywa, bo jako wszyscy na tym świecie jesteśmy śmiertelni, tedy władza z jednych na
drugich przechodzi i ani hetmańska, ani królewska nie może jej negować, ani nikogo
zmuszać, żeby się oponował. Co prawda, to święte! Mali hetman wielki, czy też, dajmy na
to, polny, prawo nakazać, nie już szlachcicowi i towarzyszowi, ale lada jakiemu ciurze,
żeby się na ojca, matkę, na dziada albo na starą ociemniałą babkę porywał? Odpowiedz na
to, Rochu! Mali prawo?
- Hę? - spytał sennym głosem Kowalski.
- Na starą ociemniałą babkę! - powtórzył pan Zagłoba. - Kto by się wonczas chciał żenić i
dzieci płodzić albo się wnuków doczekać?... Odpowiedz i na to, Rochu!
- Ja jestem Kowalski, a to pani Kowalska - mówił coraz senniej oficer.
- Kiedy chcesz, niech i tak będzie! - odpowiedział Zagłoba. - Lepiej to nawet, że nie
będziesz miał dzieci, bo mniej kpów będzie po świecie grasowało. Nieprawda, Rochu?
Zagłoba nadstawił ucho, ale nie usłyszał już żadnej odpowiedzi.
- Rochu! Rochu! -zawołał z cicha.
Pan Roch spał jak zabity.
- Śpisz?... -mruknął Zagłoba. - Czekajże, zdejmę ci ten żelazny garnek z głowy, bo ci
niewygodnie. Opończa dusi cię pod szyją, jeszcze by cię krew zalała. Co bym był za
krewniak, żebym cię nie miał ratować.
Tu ręce pana Zagłoby poczęły poruszać się z lekka koło głowy i szyi Kowalskiego. Na wozie
spali wszyscy głębokim snem, żołnierze kiwali się także na kulbakach, inni, jadący w
przedzie, podśpiewywali z cicha, wypatrując zarazem pilno drogi, bo noc, choć
niedżdżysta, była bardzo ciemna. Jednakże po niejakim czasie żołnierz prowadzący tuż za
wozem konia ujrzał w ciemnościach opończę i jasny hełm swego oficera. Kowalski nie
zatrzymując wozu zsunął się i kiwnął, by mu podano rumaka.
Po chwili siedział już na nim.
- Panie komendancie, a gdzie staniemy na popas? - pytał wachmistrz zbliżywszy się ku
niemu.
Pan Roch nie odpowiedział ani słowa i ruszył naprzód, minął z wolna jadących na przedzie
i znikł w ciemnościach.
Nagle do uszu dragonów doszedł tętent szybkiego biegu konia.
- Skokiem komendant ruszył! - mówili między sobą. - Pewnie chce obaczyć, czy jakiej
karczmy nie ma blisko. Czas by już koniom popasać, czas!
Tymczasem upłynęło pół godziny, godzina, dwie, a pan Kowalski ciągle, widać, jechał
naprzód, bo go nie było jakoś widać. Konie znużyły się bardzo, zwłaszcza przy wozie, i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional