lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 185

uczyni to dla mnie, aby ni jego, ni jego przyjaciół żadna nie dosięgła kara. Włos im nie
ma spaść z głowy i na Boga! nie spadnie, pókim ja żyw!... Błagam waszą książęcą mość!
Pan Andrzej prosił i ręce składał, ale w słowach jego brzmiały mimo woli akcenta gniewu i
groźby, i oburzenia. Niepohamowana natura brała górę. I stanął nad Radziwiłłem z twarzą
podobną do głowy rozdrażnionego drapieżnego ptaka, z roziskrzonymi oczami. Hetman zaś
miał również burzę w obliczu. Przed jego żelazną wolą i despotyzmem gięło się dotychczas
wszystko na Litwie i Rusi - nikt nigdy nie śmiał mu się sprzeciwić, nikt prosić o łaskę
dla raz skazanych, a teraz Kmicic prosił tylko pozornie - w rzeczywistości żądał. I
położenie było takie, że prawie niepodobna było mu odmówić.
Despota zaraz na początku zawodu zdrajcy poczuł, że nieraz przyjdzie mu ulegać
despotyzmowi ludzi i okoliczności, że będzie zależnym od własnych stronników, daleko
mniejszego znaczenia, że ten Kmicic, którego chciał zmienić w wiernego psa, będzie raczej
chowanym wilkiem, który, rozdrażniony, gotów chwycić zębami za rękę pana.
Wszystko to wzburzyło dumną krew radziwiłłowską. Postanowił się opierać, bo i wrodzona
straszna mściwość pchała go do oporu.
- Wołodyjowski i tamci trzej muszą dać gardła! - rzekł podniesionym głosem.
Lecz było to dorzucić prochu do ognia.
- Gdybym był Węgrów nie rozbił, nie oni daliby gardła! - zakrzyknął Kmicic.
- Jakże to? Już mi wymawiasz swoje usługi? - pytał groźnie hetman.
- Wasza książęca mość! - rzekł porywczym głosem pan Andrzej - nie wymawiam... Proszę...
Błagam... Ale to się nie stanie. Ci ludzie na całą Polskę sławni... Nie może być! Nie
może być!... Nie będę Judaszem dla Wołodyjowskiego. Pójdę za waszą książęcą mość w ogień,
ale nie odmawiaj mi tej łaski...
- A jeśli odmówię?
- Tedy mnie każ wasza książęca mość rozstrzelać!... Nie chcę żyć!... Niech mnie pioruny
zatrzasną!... Niech mnie diabli żywcem do piekła wezmą!
- Opamiętaj się, nieszczęsny, przed kim to mówisz?
- Wasza książęca mość nie przyprowadzaj mnie do desperacji!
- Do prośby mogłem nakłonić ucha, na groźby nie będę zważał.
- Ja proszę... Błagam!...
Tu pan Andrzej rzucił się na kolana.
- Pozwól mi wasza książęca mość sercem, nie z musu sobie służyć, bo inaczej zwariuję!
Radziwiłł nie odrzekł nic. Kmicic klęczał, bladość i rumieńce przelatywały mu jak
błyskawice przez twarz. Widocznym było, że jeszcze chwila, a wybuchnie w straszliwy
sposób.
- Wstań! - rzekł Radziwiłł.
Pan Andrzej wstał.
- Umiesz bronić przyjaciół - rzekł książę - mam próbę, że i mnie będziesz umiał bronić i
nie odstąpisz nigdy. Jeno Bóg cię stworzył z saletry, nie z mięsa, i bacz, abyś nie
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional