lektory on-line

Krzyżacy - Strona 185

nas zrazu, było ciemno - i precz uradzali o Jagience.
Tu zwrócił się do Zbyszka:
- I o tobie.
- A oni czego ode mnie chcieli?
- Oni od ciebie niczego nie chcieli, jeno nie po myśli im to, iż jest w pobliżu Zgorzelic
trzeci. Tak tedy mówi Cztan do Wilka:
"Jak mu skórę wygarbuję, to przestanie być gładki". A Wilk mówi: "Może się nas będzie
bojał, a nie, to mu gnaty w mig połamię!" A potem poczęli się obaj upewniać, że się
będziesz bojał.
Usłyszawszy to. Maćko spojrzał na Zycha, Zych na niego, i oblicza obu przybrały wyraz
chytry i radosny. Źaden nie był pewny, czy opat słyszał istotnie taką rozmowę, czy też
zmyśla dlatego jedynie. by Zbyszkowi dodać bodźca: natomiast rozumieli obaj, a zwłaszcza,
znając dobrze Zbyszka. Maćko, że nie było na świecie lepszego sposobu, aby go popchnąć do
Jagienki.
A opat jakby umyślnie dodał:
- I po prawdzie, morowe to chłopy!... Zbyszko zaś nie pokazał po sobie nic, tylko począł
pytać Zycha jakimś jakby nieswoim głosem:
- A to jutro niedziela?
- Niedziela.
- Na mszę świętą zaś pojedziecie?
- Ano!...
- Dokąd? do Krześni?
- Bo najbliżej. Gdzieżbyśmy jechali?
- No, to dobrze!
Rozdział XVI
Zbyszko, dogoniwszy Zycha i Jagienkę jadących w towarzystwie opata i jego kleryków do
Krześni, przyłączył się do nich i jechał razem, chodziło mu bowiem o to, by dowieść
opatowi, że się ni Wilka z Brzozowej, ni Cztana z Rogowa nie lęka i chować się przed nimi
nie myśli. Zdziwiła go znów w pierwszej chwili uroda Jagienki, bo chociaż nieraz widywał
ją i w Zgorzelicach, i w Bogdańcu przybraną pięknie do gości, ale nigdy tak, jak teraz do
kościoła. Odzież miała z czerwonego sukna podbitą gronostajami, czerwone rękawiczki i
gronostajowy, naszyty złotem kapturek na głowie, spod którego wysuwały się na ramiona dwa
warkocze. Nie siedziała też na koniu po męsku, ale na wysokim siodle z poręczą i z
ławeczką pod stopy, które ledwie było widać spod długiej i ułożonej w równe zagiętki
spódnicy. Zychowi, który pozwalał dziewczynie ubierać się w domu w kożuch i jałowicze
buty, chodziło o to, by przed kościołem każdy poznał, iż przyjechała nie córka byle
szarego włodyczki albo ścierciałki, lecz panna z możnego rycerskiego domu. W tym celu
konia jej prowadziło dwóch wyrostków, przybranych od dołu obcisło, od góry w buchaste
szaty, jakie nosili zwykle paziowie. Czterech dworskich ludzi jechało z tyłu, a z nimi
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional