lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 183

i krzyki rozległy się tymczasem ze zdwojoną siłą.
- Już po nich! -krzyknął przeraźliwie Wołodyjowski.
- Po kim? Po kim?
- Po Węgrach! Jazda rozbiła ich, tratuje, siecze! Banderia w Kmicicowym ręku!... Koniec,
koniec!
To rzekłszy pan Michał zesunął się z framugi okienka i wpadł w ramiona Jana Skrzetuskiego.
- Bijcieże mnie -wołał - bijcie, bo ja tego człowieka miałem pod szablą i żywym go
puściłem; ja odwiozłem mu list zapowiedni! Przeze mnie zaciągnął tę chorągiew, z którą
teraz przeciw ojczyźnie będzie walczył. Wiedział, kogo zaciągał, psubratów, wisielców,
zbójów, rakarzy, takich, jaki sam. Bogdajem go raz jeszcze z szablą spotkał... Boże!
przedłuż mi życie na pohybel tego zdrajcy, bo przysięgam, że więcej z rąk moich nie
wyjdzie...
Tymczasem krzyki i tętent kopyt, i salwy wystrzałów brzmiały jeszcze z całą siłą; ale
stopniowo poczęły słabnąć i w godzinę później cisza zapanowała na kiejdańskim zamku,
przerywana tylko miarowymi krokami patrolów szkockich i odgłosami komendy.
- Panie Michale! Wyjrzyj no jeszcze, co się stało - błagał Zagłoba.
- Po co? -odpowiedział mały rycerz. - Kto wojskowy, ten zgadnie, co się stało. Zresztą
widziałem ich rozbitych... Kmicic tu triumfuje!
- Bogdaj go końmi szarpano, warchoła, piekielnika! Bogdaj mu przyszło haremu u Tatarów
pilnować!
Rozdział XVI
Pan Michał miał słuszność! Kmicic triumfował. Węgrzy i część dragonów Mieleszki oraz
Charłampa, która połączyła się z nimi, zalegli gęstym trupem kiejdańskie dziedzińce.
Zaledwie kilkudziesięciu wymknęło się i rozproszyło w okolicach zamku i miasta, gdzie ich
ścigała jazda. Wyłowiono jeszcze wielu, inni nie oparli się zapewne aż w obozie Pawła
Sapiehy, wojewody witebskiego, któremu pierwsi musieli przynieść straszną wieść o
zdradzie hetmana wielkiego, o przejściu jego do Szwedów, o uwięzieniu pułkowników i
oporze chorągwi polskich.
Tymczasem Kmicic, cały okryty krwią i kurzawą, stawił się z węgierską banderią w ręku
przed Radziwiłłem, który przyjął go z otwartymi rękoma. Ale pana Andrzeja nie upoiło
zwycięstwo. Owszem, chmurny był i zły, jakby przeciw sercu postąpił.
- Wasza książęca mość! - rzekł- nie chcę słuchać pochwał i wolałbym sto razy z
nieprzyjacielem ojczyzny walczyć niż z żołnierzami, którzy by się jej przydać mogli.
Człeku się zdaje, że sam sobie krwi upuścił.
- A czyjaż wina, jeśli nie tych buntowników? - odparł książę. -Wolałbym i ja ich pod
Wilno poprowadzić, i tak miałem uczynić... Oni zaś woleli przeciw zwierzchności się
porwać. Co się stało, to się nie odstanie. Trzeba było i trzeba będzie dać przykład.
- Co wasza książęca mość myślisz robić z jeńcami?
- Co dziesiątemu kula w łeb. Resztę pomieszać z innymi pułkami. Pojedziesz dziś do
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional