lektory on-line

Krzyżacy - Strona 176

- Grady! - zawołał z radością Maćko. - Bóg da, że posypie się ich jak gradu. - Opat
będzie ich nam krzcił...
- Byle nadążył! - zawołał wesoło Zych. - Ale was to już dawno w takiej radości nie
widziałem.
Bo mi pocieszno w sercu... Zadziora wyszła, a co do Zbyszka, wy się o niego nie bójcie.
Wczoraj, jak Jagienka na koń siadała... wiecie... wiatr dął... Pytam ja tedy Zbyszka:
"Widziałeś?" - a jego zaraz ciągoty wzięły. I tom też zmiarkował, że z początku mało ze
sobą gadali, a teraz, jak razem chodzą, to ciągle jedno ku drugiemu szyję obraca i tak
uradzają... uradzają!". Napijcie się jeszcze.
- Napiję się...
- Za zdrowie Zbyszka i Jagienki!
Rozdział XIV
Stary Maćko nie mylił się, mówiąc, że Zbyszko i Jagienka radzi z sobą przestają, a nawet
że tęsknią do siebie. Jagienka pod pozorem odwiedzin chorego Maćka przyjeżdżała
częstokroć do Bogdańca, z ojcem lub sama, Zbyszko przez samą wdzięczność wpadał co czas
jakiś do Zgorzelic, więc wraz z upływem dni wyrodziła się między nimi bliska zażyłość i
przyjaźń. Poczęli się lubić i chętnie z sobą "uradzać", to jest rozmawiać o wszystkim, co
ich mogło obchodzić. Było też trochę wzajemnego podziwu w tej przyjaźni, albowiem młody i
śliczny Zbyszko, który i na wojnie się już wsławił, i w gonitwach brał udział, i na
pokojach królewskich bywał, wydawał się dziewczynie w porównaniu z takim Cztanem z Rogowa
lub z Wilkiem z Brzozowej prawdziwym dworskim rycerzem i niemal królewiczem, jego zaś
zdumiewała chwilami uroda dziewczyny. Myślał wiernie o swojej Danusi, nieraz jednak, gdy
spojrzał niespodzianie na Jagienkę, czy to w lesie, czy w domu, mimo woli mówił sobie:
"Hej! to ci łania!" - gdy zaś wziąwszy ją pod boki, wsadzał na konia i wyczuwał pod
dłońmi jej czerstwe, jakby z kamienia wykrzesane ciało, to aż go ogarniał niepokój i -jak
powiadał Maćko: - "brały go ciągoty", a zarazem coś poczynało mu chodzić po kościach i
morzyć go niby sen.
Jagienka, z natury harda, skora do wyśmiewania, a nawet zaczepna, stawała się stopniowo z
nim coraz pokorniejsza, zupełnie jak służka, która tylko w oczy patrzy, w czym by usłużyć
i dogodzić, on zaś rozumiał tę jej wielką przychylność, był jej wdzięczen i coraz mu
milej było z nią przestawać. W końcu, zwłaszcza od czasu gdy Maćko począł pijać
niedźwiedzie sadło, widywali się prawie codziennie, a po wyjściu szczebrzucha z rany
wybrali się razem na bobry po świeży skrom do gojenia bardzo potrzebny.
Wzięli kuszę, siedli na koń i pojechali naprzód do Moczydołów, które miały być w
przyszłości wianem Jagienkowym, potem pod las, gdzie zostawili konie pachołkowi, i dalej
poszli piechotą, gdyż przez gęstwę i mokradła trudno było przejechać. Po drodze pokazała
Jagienka za rozległą, pokrytą szuwarami łąką siną wstęgę lasu i rzekła:
- To bory Cztana z Rogowa.
- Tego, który by cię rad wziął? A ona poczęła się śmiać:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional