lektory on-line

Krzyżacy - Strona 174

- Jest. Aż na mnie zimne poty uderzyły. Ale jest: patrzaj! To rzekłszy, pokazał Zbyszkowi
podługowatą, ostrą drzazgę, która się była od źle ukutego grotu odłupała i od kilku
miesięcy tkwiła w ciele.
- Chwała Bogu i królowej Jadwidze! Teraz będziecie zdrowi.
- Może, że mi ulżyło, ale okrutnie boli - mówił Maćko, wyciskając guz, z którego poczęła
wypływać obficie krew pomieszana z ropą. - Tyle będzie tego paskudztwa w człeku mniej, to
i musi chorość popuścić. Jagienka mówiła, że teraz trzeba będzie skromem bobrowym zatykać.
- Pójdziemy po bobra zaraz jutro.
Maćkowi jednakże zrobiło się zaraz nazajutrz znakomicie lepiej. Spał do późna, a
zbudziwszy się, wołał o jedzenie. Na niedźwiedzie sadło nie mógł już patrzeć, ale za to
rozbito mu dwadzieścia jaj do rynki, gdyż na więcej nie chciała przez ostrożność Jagienka
pozwolić. On zaś spożył je łapczywie wraz z półbochenkiem chleba i popił garncem piwa, po
czym jął wołać, by mu przywiedli Zycha, bo mu się uczyniło wesoło.
Posłał więc Zbyszko jednego ze swoich Turczynków, darowanych przez Zawiszę, po Zycha,
który siadł na koń i przyjechał po południu, właśnie wtedy kiedy młodzi wybierali się do
Odstajanego jeziorka po bobry. Było z początku śmiechu, żartów i śpiewania przy miodzie
bez miary, ale później starzy poczęli rozmawiać o dzieciach i wychwalać każdy swoje.
- Co to za chłop Zbyszko! - mówił Maćko - to takiego drugiego na świecie nie ma. A mężne
to, a wartkie jako ryś, a sprawne. Wiecie! jak go na śmierć w Krakowie prowadzili, to tak
dziewki w oknach piszczały, jakby je kto z tyłu stojący szydłem kłuł, i to jakie dziewki:
rycerskie i kasztelańskie córki, o różnych cudnych mieszczkach nie wspominając.
- A niech ta będą i kasztelańskie, i cudne, a od mojej Jagien-ki nie lepsze! - odrzekł
Zych ze Zgorzelic.
- Albo ja wam mówię, że lepsze? Milszej dziewki ku ludziom niże Jagienka chyba nie
znaleźć.
- Ja też na Zbyszka nic nie powiadam: kuszę ci bez pokrętki naciąga!...
- I niedźwiedzia sam jeden podeprze. Widzieliście, jak go ciął? Cały łeb z jedną łapą
odwalił.
- Łeb odwalił, ale podparł nie sam. Jagienka mu pomogła.
- Pomogła?... nie mówił mi nic.
- Bo jej obiecał... że to dziewce wstyd po nocy do boru chodzić. Mnie zaraz powiedziała,
jako było. Inne rade zmyślają, ale ona prawdy nie ukryje. Szczerze rzekłszy, nie byłem
rad, bo kto ta wie... Chciałem ją skrzyczeć, ona zasie powiedziała tak: "Jak ja sama
wianka nie upilnuje, to i wy, tatulu, nie upilnujecie, ale nie bójcie się. Zbyszko też
wie, co rycerska cześć".
- Bo pewno. Przecie i dziś sami poszli.
- Ale przed wieczorem wrócą. Po nocy diabeł najgorszy, a wstydzić się dziewce nie
potrzeba, bo ciemno.
Maćko pomyślał chwilę, po czym rzekł jakby do siebie:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional