lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 173

spokojnie.
- Miecznik rosieński wyjechał?
- Nie było rozkazu, żeby go wstrzymać.
- Zapomniałem! -rzekł książę. - Otwórz okna, bo duszno i astma mnie dusi. Charłampowi
powiedz, żeby do Upity po chorągiew ruszał i zaraz ją tu sprowadził. Pieniędzy mu dać,
niech pierwszą ćwierć ludziom zapłaci i podochocić im pozwoli... Powiedz mu, że Dydkiemie
w dożywocie po Wołodyjowskim weźmie. Astma mnie dusi... Czekaj!
- Wedle rozkazu waszej książęcej mości.
- Co robi Kmicic?
- Jako rzekłem waszej książęcej mości, leży spokojnie.
- Prawda! mówiłeś... Każ go tu przysłać. Potrzebuję z nim mówić. Więzy każ mu zdjąć.
- Wasza książęca mość, to człowiek szalony...
- Nie bój się, ruszaj!
Harasimowicz wyszedł; książę zaś wyjął z weneckiego biurka pudełko z pistoletami,
otworzył je i położył sobie pod ręką, na stole, przy którym usiadł.
Po kwadransie czasu wszedł Kmicic wprowadzony przez czterech trabantów szkockich. Książę
kazał odejść żołnierzom. Zostali sam na sam.
Zdawało się, że nie ma ani jednej kropli krwi w twarzy junaka, tak była blada; oczy tylko
świeciły mu gorączkowo, ale zresztą był spokojny, zrezygnowany, lubo zdawał się być
pogrążony w bezgranicznej rozpaczy.
Przez chwilę milczeli obaj. Przemówił pierwszy książę:
- Przysiągłeś na krucyfiksie, że nie opuścisz mnie!
- Potępiony będę, gdy tej przysięgi nie dotrzymam; potępiony będę, gdy jej dotrzymam! -
rzekł Kmicic. -Wszystko mi jedno!
- Choćbym cię do złego prowadził, nie ty będziesz odpowiadał.
- Przed miesiącem groziły mi sądy i kary za zabójstwa... dziś wydaje mi się, żem wonczas
był niewinny jak dziecko!
- Nim wyjdziesz z tej komnaty, będziesz się czuł rozgrzeszony ze wszystkich swych win
dawniejszych - rzekł książę.
Nagle zmieniwszy ton spytał z pewną poufałą dobrodusznością.
- Co też sądzisz, co ja powinienem był uczynić wobec dwóch nieprzyjaciół, stokroć
potężniejszych, przeciwko którym obronić tego kraju nie mogłem?
- Zginąć! -odpowiedział szorstko Kmicic.
- Zazdrościć wam, żołnierzom, którym wolno tak łatwo zrzucić gniotące brzemię. Zginąć!
Kto śmierci w oczy patrzył i nie boi się jej, temu nic prostszego w świecie. Was głowa
nie boli o to i żadnemu na myśl nie przyjdzie, że gdybym ja teraz wojnę zaciekłą
rozniecił i nie zawarłszy układu zginął, tedyby kamień na kamieniu z tego kraju nie
pozostał. Nie daj Bóg, aby się to stało, bo i w niebie nie znalazłaby dusza moja
spoczynku. O, terque quaterque beati, którzy możecie zginąć!... Zali to myślisz, że i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional