lektory on-line

Krzyżacy - Strona 171

tylko głośnym oddechem Zbyszka, który wsparł się o sosnę, gdyż nogi chwiały się pod nim.
Po chwili dopiero podniósł głowę, spojrzał na stojącą obok siebie postać - i przeląkł się
myśląc, że to może nie człowiek.
- Ktoś jest? - zapytał niespokojnie.
- Jagienka! - odpowiedział cienki niewieści głos. Zbyszko aż zaniemówił ze zdziwienia,
oczom własnym nie
wierząc. Ale wątpliwości jego nie trwały długo, gdyż głos Jagienki ozwał się znowu:
- Nakrzesam ognia...
Wraz ozwał się szczęk krzesiwa o krzemień, iskry poczęły się sypać i przy ich migotliwym
blasku ujrzał Zbyszko białe czoło, ciemne brwi i wysunięte naprzód usta dziewczyny, które
dmuchały w zatloną hubkę. Wówczas dopiero pomyślał, że ona przyszła do tego boru, żeby mu
dać pomoc, że bez jej wideł mogłoby być z nim źle - i poczuł tak wielką wdzięczność dla
niej, że nie namyślając się długo, chwycił ją wpół i ucałował w oba policzki.
A jej hubka i krzesiwo wypadły na ziemię.
- Daj spokój! Czego? - poczęła powtarzać stłumionym głosem, ale jednocześnie nie usuwała
mu twarzy, owszem, ustami dotknęła nawet niby wypadkiem ust Zbyszka.
On zaś puścił ją i rzekł:
- Bóg ci zapłać. Nie wiem, co by się bez ciebie przy godziło. A Jagienka, kucnąwszy w
ciemności, by odnaleźć krzesiwo i hubkę, poczęła się tłumaczyć:
- Bojałam się o ciebie, bo Bezduch poszedł też z widłami i z toporem - i niedźwiedź go
ozdarł. Broń czego, Boże, Maćkowi byłoby markotno, a on przecie i tak ledwie dycha... No,
to i wzięłam widły, i poszłam.
- Toś to ty zachodziła tam za sosny?
- Ja.
- A ja myślał, że to "złe".
- Niemały i mnie strach brał, bo tu koło Radzikowego błota w nocy bez ognia niedobrze.
- Czemuś się nie obezwała?
- Bom się bała, że mnie odpędzisz.
I to rzekłszy, znów zaczęła krzesać, a następnie położyła na hubkę kłaczek suchych
konopnych paździerzy, które wnet strzeliły jasnym płomieniem.
- Mam dwie szczypki - rzekła - a ty nazbieraj wartko sucharzy; będzie ogień.
Jakoż po chwili buchnęło rzeczywiście wesołe ognisko, którego blask rozświecił ogromne
rude cielsko niedźwiedzia leżące w kałuży krwi.
- Hej, sroga stwora! - ozwał się z pewną chełpliwością Zbyszko.
- Ale ci łeb prawie caluśki rozwalony! o Jezu! To powiedziawszy, schyliła się i zanurzyła
rękę w kudły niedźwiedzie, aby przekonać się, czy zwierz dużo ma w sobie sadła, po czym
podniosła się z wesołą twarzą:
- Będzie sadła na jakie dwa roki!
- A widły połamane, patrz!
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional