lektory on-line

Krzyżacy - Strona 18

- Bóg wszędzie może poszczęścić - rzekł wreszcie udobruchanym głosem Maćko - proś, żeby
ci błogosławił.
- Pewno, że wszystko Jego łaska!
- I myśl o Bogdańcu, bo w tym mnie nie przekonasz, że ty dla Bogdańca, nie dla tego
kaczego kłapaka do Juranda ze Spychowa chcesz jechać.
- Nie powiadajcie tak, bo się rozgniewam. Rad ją widzę i tego się nie zapieram; inne też
to niż dla Ryngałły ślubowanie. Spotkaliście urodziwszą?
- Co mi ta jej uroda! Wolej weź ją, jak dorośnie, jeśli możnego komesa córka.
A Zbyszkowi rozjaśniła się twarz młodym, dobrym uśmiechem.
- Może i to być. Ni innej pani, ni innej żony! Jak wam kości sparcieją, będziecie wy
jeszcze wnuki po mnie i po niej piastowali.
Na to uśmiechnął się z kolei Maćko i odrzekł całkiem już udobruchany:
- Grady! Grady! a niechże ich będzie jako gradu. Na starość radość, a po śmierci
zbawienie. To nam, Jezu, daj!
Rozdział III
Księżna Danuta, Maćko i Zbyszko bywali już poprzednio w Tyńcu, ale w orszaku byli
dworzanie, którzy widzieli go po raz pierwszy - i ci podnosząc oczy, patrzyli ze
zdumieniem na wspaniałe opactwo, na zębate mury biegnące wzdłuż skał nad urwiskami, na
gmachy stojące to na zboczach góry, to wewnątrz blanków, spiętrzone, wyniosłe i
jaśniejące złotem od wschodzącego słońca. Z tych okazałych murów i gmachów, z domów, z
budowli przeznaczonych na rozliczne użytki, z ogrodów leżących u stóp góry i ze starannie
uprawnych pól, które wzrok z wysoka ogarniał, można było na pierwszy rzut oka poznać
bogactwo odwieczne, nieprzebrane, do którego nie przywykli i którym zdumiewać się musieli
ludzie z ubogiego Mazowsza. Istniały wprawdzie starożytne a możne opactwa benedyktyńskie
i w innych częściach kraju, jak na przykład w Lubuszu nad Odrą, w Płocku, w Wielkopolsce
w Mogilnie i w innych miejscach, żadne wszelako nie mogło porównać się z tynieckim,
którego posiadłości przewyższały niejedno księstwo udzielne, a dochody mogły budzić
zazdrość nawet ówczesnych królów.
Między dworzany rósł więc podziw, a niektórzy oczom prawie nie chcieli wierzyć. Tymczasem
księżna, chcąc sobie drogę skrócić i zaciekawić panny przyboczne, poczęła prosić jednego
z zakonników, by opowiedział starodawną a straszną powieść o Walgierzu Wdałym, którą
opowiadano jej już, chociaż niezbyt dokładnie, w Krakowie.
Usłyszawszy to, panny zbiły się ciasnym stadkiem koło pani i szły z wolna pod górę, we
wczesnych promieniach słońca do idących kwiatów podobne.
- Niech o Walgierzu prawi brat Hidulf, któremu on się pewnej nocy ukazał - rzekł jeden z
zakonników, spoglądając na drugiego, człowieka sędziwych już lat, który w pochylonej
nieco postawie szedł obok Mikołaja z Długolasu.
- Zali widzieliście go własnymi oczyma, pobożny ojcze? -spytała księżna.
- Widziałem - odpowiedział posępnie zakonnik - albowiem zdarzają się takowe terminy, w
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional