lektory on-line

Krzyżacy - Strona 169

chabrowe wianuszki i jej śpiewanie, jej czerwone trzewiczki z długimi nosami, które
całował na odjezdnym - wreszcie wszystko, co zaszło od chwili, jak się poznali; i ogarnął
go taki żal, że jej blisko nie ma, i taka po niej tęsknota, że całkiem w niej zatonął,
stracił pamięć, że jest w lesie, że czatuje na zwierza, a natomiast począł sobie mówić w
duszy:
"Pójdę ja k'tobie, bo mi nie żyć bez ciebie".
I czuł, że tak jest - i że musi jechać na Mazowsze, bo inaczej skapieje w Bogdańcu.
Przyszedł mu na myśl Jurand i jego dziwny opór, więc pomyślał, że tym bardziej trzeba mu
jechać, aby się dowiedzieć, co to za tajemnica, co za przeszkody i czyby jakowyś pozew do
walki na śmierć nie zdołał ich usunąć. Wreszcie wydało mu się, że Danusia wyciąga do
niego ręce i woła:
"Bywaj, Zbyszku, bywaj!" Jakże mu do niej nie iść!
I nie spał - a widział ją tak wyraźnie, jakby w zjawieniu albo we śnie. Jedzie teraz oto
Danuśka obok księżny, brząka jej na luteńce i pośpiewuje, a myśli o nim. Myśli, że go
ujrzy niezadługo, a może się i obziera, czy on za nimi w skok nie pędzi - a on tymczasem
w boru ciemnym.
Tu ocknął się Zbyszko - i ocknął się nie tylko dlatego, że sobie przypomniał bór ciemny,
ale i dla tej przyczyny, że z dala za nim ozwał się jakiś szelest.
Wówczas ścisnął mocniej widły w garściach, nadstawił uszu i począł słuchać.
Szelest zbliżał się i po niejakim czasie stał się całkiem wyraźny. Chrupały pod czyjąś
ostrożną stopą suche gałązki, szurały opadłe liście i jagodziska... Coś szło.
Chwilami szelest ustawał, jak gdyby zwierz zatrzymywał się przv drzewach, i wówczas
robiła się taka cisza, że Zbyszkowi poczynało aż w uszach dzwonić - po czym znów odzywały
się kroki wolne i przezorne. W ogóle było w tym zbliżaniu się coś tak ostrożnego, że
Zbyszka ogarnęło zdziwienie.
- Musi się "Stary" psów bać, które tu były przy szałasie - rzekł sobie - ale może to i
wilk, który mnie zwietrzył.
Tymczasem kroki ucichły. Zbyszko jednak słyszał wyraźnie, że coś zatrzymało się może o
dwadzieścia albo o trzydzieści kroków za nim i jakby przysiadło. Obejrzał się raz i drugi
- ale lubo pnie rysowały się w zmroku dość wyraźnie, nie mógł nic dojrzeć. Nie było innej
rady, tylko czekać.
I czekał tak długo, że aż zdziwienie ogarnęło go po raz wtóry.
- Niedźwiedź nie przyszedłby tu przecie spać pod barcią, a wilk byłby mnie już zawietrzył
i też by nie czekał do rana.
I nagle mrowie przeszło go od stóp do głowy.
A nuż to co "paskudnego" wylazło z błota i zachodzi mu z tyłu? Nuż niespodzianie chwycą
go jakie oślizgłe ramiona topielca albo zajrzą mu w twarz zielone oczy upiora, nuż się
coś roześmieje okropnie tuż za nim albo zza sosny wy lezie sina głowa na pajęczych nogach?
I uczuł, że pod żelaznym czepcem włosy poczynają mu się jeżyć.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional